Wiadomości dotyczące Lei znajdują się w Księdze Rodzaju. Jej ojciec Laban był Aramejczykiem z Paddan-Aram. Lea była starszą siostrą Racheli, w której zakochał się ich kuzyn Jakub. Po czternastu latach pracy u Labana, Jakub z obiema siostrami, które poślubił, powrócił do Kanaanu [1]. Z małżeństwa z Leą Jakub miał sześciu Dina ( hebr. דִּינָה) – postać biblijna występująca w Księdze Rodzaju (Rdz 34). Córka Jakuba i Lei . Księga Rodzaju wspomina o Dinie przy okazji incydentu, do jakiego doszło w mieście Sychem. Jakub przybył do Sychem z zamiarem osiedlenia się. Pewnego dnia jego córka Dina wybrała się do miasta. Została tam porwana i Nosi je także Juda, syn biblijnego patriarchy Jakuba i Lei, protoplasta jednego z rodów Izraela. Według Biblii jego potomkami byli król Dawid, jego syn Salomon i sam Jezus Chrystus. To imię Zobacz też: inne hasła o tej nazwie. Rachela i jej siostra Lea ( Dante Gabriel Rossetti) Rachela ( hebr. רָחֵלRachel owieczka) − postać z biblijnych i midraszowych legend opisujących początki narodu żydowskiego, żona patriarchy Jakuba, matka dwóch pokoleń Izraela ( Józefa i Beniamina ). Córka Labana i siostra Lei. biblijny syn Jakuba: biblijny ogród u stóp góry oliwnej w jerozolimie: biblijny potwór morski symbolizujący zło: biblijny ojciec Jakuba i Ezawa: biblijny prorok i doradca króla Dawida: biblijny syn Izaaka i Rebeki: biblijny patriarcha który miał żyć około 969 lat: prorok, doradca króla Dawida i króla Salomona: biblijny król Żywot Józefa z pokolenia żydowskiego, syna Jakubowego, rozdzielony w rozmowach person, który w sobie wiele cnót i obyczajów zamyka – dramat Mikołaja Reja wydany w 1545 w Krakowie . Bohaterem utworu jest biblijny patriarcha Józef, opisany w Księdze Rodzaju. Józef, syn Jakuba i Racheli, został sprzedany przez braci do Egiptu. Nie żyje syn Jakuba Rzeźniczaka i Magdaleny Stępień. "Czujemy niewyobrażalny ból" - RMF24.pl - Zmarł syn Jakuba Rzeźniczaka i Magdaleny Stępień. Informację o śmierci Oliwiera rodzice PjFGGF1. Werner Laubi Opowiadania Biblijne © Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo „JEDNOŚĆ", Kielce 2005 ISBN 83-7224-973-3 Potrawa z soczewicy Rdz 25,19-34; 27,1-40 Uwagi wstępne Rebeka była piękną dziewczyną, gdy Eliezer starał się o nią dla Izaaka. Przez dwadzieścia lat pozostawała bezdzietna. Kiedy zaszła w ciążę, zaniepokoiła ją walka dzieci w jej łonie. Poszła więc zapytać o to Pana. Odpowiedź jaką otrzymała wyjaśniła jej, że nosi w sobie nie tylko dwoje dzieci, lecz dwa narody: Izrael i Edom. Ich przedstawicielami są Jakub i Ezaw. Już przy narodzinach bliźniaków ujawnia się przebiegłość Jakuba. Jego imię oznacza „trzymający za piętę" - czyli ten, który potrafi posługiwać się dowcipem i podstępem. Prawo pierworodztwa, które odgrywa dużą rolę w opowiadaniu o potrawie z soczewicy, należy rozumieć w powiązaniu z sytuacją dwojga dzieci i obydwu narodów. Nie należy jednak mylić go z prawem dziedziczenia. Prawo to wyróżniało pierworodnego syna spośród pozostałego rodzeństwa, ale także nakładało na niego szczególne obowiązki. Po śmierci ojca pierworodny otrzymywał podwójny udział w majątku i przejmował pozycję po ojcu. Musiał jednak utrzymywać jeszcze niezamężnych członków rodziny. Według tego prawa Ezaw jako pierworodny musiałby pójść w ślady swojego ojca i zostać pasterzem. Zamiast tego prowadził on niespokojne życie myśliwego, podczas gdy młodszy Jakub stał się dobrze ułożonym, porządnym człowiekiem, mieszkał w namiotach i był - w przeciwieństwie do Ezawa - związany ze wspólnotą i jej obyczajami. Widać tu dokładnie, że Ezaw i Jakub są więcej niż tylko odrębnymi osobowościami. Poza tym, że są protoplastami różnych narodów, uosabiają także przeciwstawne typy ludzkie: Jakub uosabia odpowiedzialnego, aktywnie uczestniczącego w życiu wspólnoty człowieka; Ezaw zaś - niezależnego samotnika chodzącego własnymi drogami. Edomici, pochodzący z rodu Ezawa, zamieszkiwali górzysty kraj na południe od Morza Martwego i na wschód od Araby - rowu, który ciągnie się od Morza Martwego do zatoki Akaba i miasta Ejlat. Byli znani jako dzielni wojownicy i myśliwi, ale uprawiali także rolę, sadzili winną latorośl i zajmowali się handlem. Gdy Izraelici uciekali z Egiptu, Edomici zabraniali im przechodzić przez ich kraj. Do wrogości między obydwoma krajami doszło już za panowania króla Izraela - Saula. Jego następca - Dawid odniósł zwycięstwo nad Edomitami w Dolinie Soli (2 Sm 8,13). Całkowity podbój Edomu dopełnił Joab - dowódca wojska Dawida (1 Kri 11,15). Kraj znalazł się pod okupacją izraelską i rządzili nim królowie - wasale. Jednak pod panowaniem króla Salomona doszło do powstania. Książę Hadad, który w czasach Dawida uciekł do Egiptu, powrócił do Edomu i za Jorama - następcy Jozafata (około 850 r. przed Chr.) Edomici pod jego dowództwem ostatecznie zrzucili jarzmo izraelskie. O powyższych wydarzeniach jest już mowa w „błogosławieństwie", jakiego Izaak udzielił Ezawowi (Rdz 27,39n). Znajduje się tam wzmianka o nieżyznej ziemi kraju Edomitów, o okupacji pod władzą Jakuba, ale także o możliwości uwolnienia od jarzma. Przez prawo pierworodztwa, o którym mówi opowiadanie o Jakubie, rozumie się coś więcej niż tylko prawo dziedziczenia. Przede wszystkim chodzi o przyjęcie ojcowskiego błogosławieństwa, a tym samym o wypełnienie Bożej obietnicy. (Więcej szczegółów zobacz w Uwagach wstępnych do opowiadania pt.: Błogosławieństwo!). Według 1. Księgi Samuela (24,3) w pobliżu Engaddi na pustyni Judy znajdowała się Skała Dzikich Kóz. Jakub rozważnie idzie naprzód. Ezaw musi potwierdzić przysięgą swoją obietnicę odstąpienia prawa pierworodztwa bratu. Przysięga oznacza dla partnera, w każdym przypadku, absolutne związanie się. Także dawniej gotowanie nie było pracą przypisaną wyłącznie kobietom, o czym świadczą wiersze Księgi Rodzaju (25,29 jak również 27,31). Soczewica była znana na Wschodzie już przed ośmioma tysiącami lat. Obraną soczewicę przygotowywano z olejem i przyprawami korzennymi. W ciężkich czasach zmieloną albo przysmażoną dodawano do ciasta chlebowego, aby je rozciągnąć. Gdy Ezaw wracał do domu z polowania był tak wyczerpany i głodny, że za gotowaną soczewicę i chleb odstąpił Jakubowi prawo pierworodztwa. Na co przydałoby mu się później sze błogosławieństwo oj ca, j eżeli teraz musiałby umrzeć z głodu? (Rdz 25,32-34). Opowiadanie — Złapałem ją! Ezaw macha małą klatką nad swoją głową we wszystkie strony i biegnie poprzez wieś do namiotu swoich rodziców. Jest to największy i najładniejszy namiot. Stoi w samym środku wsi. — Złapałem ją! — woła ciągle Ezaw. Jego czerwone włosy powiewają na wietrze. Nie patrzy na drogę. Nie widzi, że jego brat Jakub siedzi na ziemi przed namiotem rodziców i bawi się z młodą owieczką. Ezaw ciągle spogląda na klatkę, którą ściska w pięści i woła: — Złapałem ją! Właśnie potyka się o Jakuba i jak długi upada na ziemię. — Ty durniu! — woła Ezaw. — Nie możesz usiąść gdzie indziej? — Sam jesteś durniem! — odpowiada Jakub. — To ty nie możesz biegać gdzie indziej? — Nie! — mówi Ezaw. — Muszę zanieść ją ojcu! Jakub i Ezaw są bliźniakami, ale Ezaw jest starszy. On pierwszy przyszedł na świat. Chociaż są bliźniętami, nie są do siebie podobni. Ezaw ma czerwone włosy, a Jakub czarne. Ezaw jest większy i silniejszy od Jakuba, ale Jakub za to jest zwinniejszy i bardziej przebiegły niż jego brat. — Co musisz tak szybko przynieść ojcu? — pyta Jakub. Ezaw z trudem wstaje. Podsuwa klatkę Jakubowi pod nos. Klatka jest zmajstrowana z małych gałęzi. Skacze w niej w różne strony myszka. — Muszę przynieść ojcu tę mysz — mówi Ezaw. — Ojciec chętnie jada pieczeń z dziczyzny. — Zwariowałeś — mówi Jakub. — Nie zwariowałem! — woła Ezaw. — Ojciec ciągle mówi, że bardzo lubi jeść dziczyznę. — Tak, prawdziwą dziczyznę—odpowiada Jakub. — Dzikie kozy albo koziorożce. Ale przecież nie myszy! Nikt nie jada mysz! — Pomimo to przyniosę ją ojcu! — mówi Ezaw. — Nie przyniesiesz jej! — mówi Jakub. — Przyniosę ją! Kiedy Ezaw chce wskoczyć do namiotu, Jakub podstawia mu nogę. Ezaw potyka się. Pułapka spada na twardą ziemię przed namiotem. Gałęzie łamią się. Mysz wydostaje się z niej i znika między namiotami. Wtedy Ezaw rzuca się na Jakuba. Zwarci w uścisku przewracają się na ziemię. — Mamo! — woła Jakub. — Ten Ezaw mnie bije! Z namiotu wychodzi Rebeka. Ma długie czarne warkocze. Na rękach błyszczą ciężkie, złote pierścienie. — Pomóż mi, mamo! — woła Jakub. Rebeka pociąga Ezawa za ubranie. — Puść Jakuba! — woła. — On wypuścił moją mysz! — krzyczy Ezaw. — Puść go natychmiast! — rozkazuje matka. — Chcę odzyskać moją mysz! — ryczy Ezaw. Po jego policzkach płyną łzy. Jego twarz jest umorusana i czerwona z gniewu. Teraz dochodzi z namiotu męski głos: — Puść go, Ezawie. I obaj wejdźcie tu do mnie. Ezaw zostawia swojego brata i wpada do namiotu. Namiot ma parę pomieszczeń. Pokoje są oddzielone od siebie skórami i zasłonami. Tu wewnątrz jest ciemniej niż na zewnątrz. Światło wpada tylko przez dziurę w suficie. Pokój, do którego wchodzi Ezaw, wyłożony jest kolorowymi wełnianymi dywanami i miękkimi poduszkami. Na poduszkach leży Izaak. Jest już stary. Jego broda jest biała, a jego twarz jest pełna zmarszczek. Rebeka i on mieli dzieci dopiero w późnym wieku. Obok Izaaka klęczy służący, i wachlując go kawałkiem twardej skóry, wprowadza mu do namiotu chłodne powietrze. Ezaw rzucił się na poduszkę obok ojca, Jakub zaś schronił się przy matce. — Jesteście dwoma czupurnymi kogutami — mówi ojciec i głaszcze Ezawa po jego czerwonych włosach. — Oni zawsze ze sobą walczyli — mówi matka i głaszcze Jakuba po jego czarnych włosach. — Gdy jeszcze nie byli na świecie, to już bili się nawzajem w moim brzuchu. Ich uderzenia tak mnie bolały, że robiło mi się niedobrze. — Jakub jest winien! — mówi Ezaw. — Chciałem przynieść ojcu dzikie zwierzę! — To nie jest żadne dzikie zwierzę — szlocha Jakub. — To była mysz. Całkiem zwyczajna, wstrętna mizerna mysz. — Ale ja ją sam złapałem — mówi Ezaw. — Jestem myśliwym. Ojciec uśmiecha się. — Kiedy już będziesz duży, Ezawie — mówi — możesz rzeczywiście pójść na polowanie, ze strzałą i z łukiem. I wtedy będziesz mógł przynieść mi dziką kozę i upiec mi ją. Tak, jak lubię. — Nie musisz mu jeszcze wmawiać zawodu myśliwego, Izaaku! — mówi Rebeka. — Ezaw już teraz włóczy się wszędzie. Rzuca kamieniami do ptaków i łapie każdą szarańczę i każdą mysz. — Jeżeli on chce zostać myśliwym, to powinien nim zostać — mówi Izaak. Rebeka kręci nosem. — Myśliwi to hołota! — mówi. — Ja nie chcę zostać myśliwym — woła Jakub i wyciera swoje łzy wełnianą suknią matki. — Ja pozostanę w domu, przy tobie mamo. I będę pilnował owiec. — Ty jesteś moim skarbem — mówi Rebeka i całuje Jakuba. Ezaw przytula się do ojca. — Jutro nauczę cię, jak obchodzić się z łukiem i strzałą— mówi Izaak do Ezawa. — A teraz obaj podajcie sobie ręce i zawrzyjcie pokój między sobą! Ezaw i Jakub niechętnie podają sobie dłonie. Mijają lata. Chłopcy stają się młodymi mężczyznami. Jakub razem ze służącymi pilnuje owiec swojego ojca. Strzyże je dwa razy w roku. Pakuje wełnę w duże wiązki i dostarcza do miasta namiotów. Służące przędą wełnę i tkają materiały. Jakub nabiera siły dzięki pracy przy trzodzie. Ezaw stał się myśliwym. Wędruje po lasach i górach. Kocha samotność i jest zadowolony, jeżeli przez cały dzień nie spotka żadnego człowieka. Najczęściej ogrzewa go słońce. Czasem jednak pada deszcz, zimą wieje zimny wiatr, ale to wszystko nie przeszkadza Ezawowi. Jego skóra jest mocna, twarda. Jego ręce, nogi i całe ciało jest zahartowane jak ciało zwierzęcia. Dziko rośnie jego czerwona broda i dziko patrzą jego czarne oczy. Czasem przez cały tydzień nie przychodzi do wsi namiotów. Także teraz Ezaw jest już kilka dni poza domem. Był w górach, ale nic nie upolował. Zjadł swoją żywność i jego żołądek burczy. Po drodze do domu przechodzi obok skał, gdzie żyją koziorożce. Tam spostrzega dziką kozę ogryzającą rzadkie pączki trawy, które rosną na skałach. Ezaw napina swój łuk strzelniczy. Ostrożnie podchodzi do skały; chowa się za nią. Koza wspina się dalej. Wtedy Ezaw sięga prawą ręką do kołczanu, który przewiesił sobie przez ramię, wyciąga strzałę. Strzała ma lekki, prosty trzon z trzciny i ciężkie zakończenie z kamienia. Na końcu trzonu znajdują się dwa pióra. Mężczyzna napina łuk. Przymyka oko i celuje. Gdy chce wypuścić strzałę, gdzieś kracze ptak. Spłoszona koza robi skok i znika za skałą. Z trzaskiem strzała rozbija się na kamieniu. Ezaw tupie swoim skórzanym butem o ziemię. — Poczekaj tylko — wymyśla —jeszcze cię dostanę! Potem przewiesza łuk przez plecy i szykuje się w stronę domu. Gdy przychodzi do wsi namiotów, słońce jest już nisko. Przed namiotami siedzą słudzy i służące. Opowiadają sobie historyjki, śpiewają, śmieją się. — Co jest do jedzenia? — woła Ezaw. — Mógłbym opróżnić wszystkie garnki. — Już są opróżnione! — mówi jedna służąca. — Ale idź do Jakuba. Wrócił z pastwiska później niż my i teraz sam coś sobie gotuje. Ezaw spieszy do namiotu, w którym mieszka razem z bratem. Przed namiotem płonie ogień. Na ogniu stoi garnek przykryty pokrywką. Obok ognia przykucnął Jakub. W ręku ma dużą drewnianą łyżkę używaną do gotowania. — Od wczoraj nic nie jadłem! — woła Ezaw już z daleka. Biegnie do ognia i podnosi z garnka pokrywkę. Bucha mu w twarz chmura pary. Ezaw wącha. Ślinka cieknie mu do ust. Jakub odsuwa Ezawa i miesza łyżką w garnku. — Jeżeli od wczoraj nic nie jadłeś — mówi — to sobie coś ugotuj! — Jestem za bardzo zmęczony — odpowiada Ezaw. — Ale daj mi trochę tego czegoś czerwonego, co pływa w garnku! Jakub się śmieje. — To jest soczewica — mówi. — Moja soczewica. — Pozwól mi zjeść — żebrze Ezaw. — Co mi dasz za to? — Co chcesz! — Więc daj mi za to twoje prawo pierworodztwa — mówi Jakub. — Ale jestem pewien, że mi tego nie dasz. — Dlaczego nie?! — mówi Ezaw. — Ponieważ, kiedy ojciec umrze, ja otrzymam jego błogosławieństwo — odpowiada Jakub. — A kto ma błogosławieństwo ojca, posiada większą władzę i może rozkazywać drugiemu. Poza tym błogosławieństwo powoduje, że dobrze mu się powodzi! Ezaw śmieje się. — Na co mi się przyda moje prawo pierworodztwa i błogosławieństwo, gdy teraz umieram z głodu? — mówi. — Możesz mieć moje prawo pierworodztwa, ale teraz daj mi jeść! Ezaw chwyta garnek. — Stój! — woła Jakub. — Najpierw musisz przysiąc. — Jestem głodny! — mówi Ezaw niecierpliwie. — Chcę jeść, a nie przysięgać. — Powiedz: przysięgam, że sprzedaję mojemu bratu Jakubowi moje prawo pierworodztwa za tę potrawę z soczewicy! — dyktuje Jakub. — Przysięgam, że sprzedaję mojemu bratu Jakubowi moje prawo pierworodztwa za tę potrawę z soczewicy! — powtarza szybko Ezaw. Potem wyrywa Jakubowi z ręki łyżkę i łapczywie je zupę z soczewicy prosto z garnka. Jakub przynosi chleb i wino i stawia obok Ezawa. Ezaw żuje i pije. Gdy jest syty, ociera sobie usta swoim owłosionym wierzchem ręki, idzie do namiotu, rzuca się jak długi na ziemię i po minucie już chrapie. Błogosławieństwo Rdz 27,1-45 Uwagi wstępne W naszych czasach słowo „błogosławieństwo" można usłyszeć prawie wyłącznie podczas nabożeństw. Także podczas nich ma dla większości ludzi niewielki związek z dniem powszednim. Dla parafian jest to tylko ostatni element w porządku nabożeństwa, stąd też trudności w rozumieniu tego słowa. Łatwiej nam pojąć o co chodzi, gdy przedstawiamy sobie błogosławieństwo nie abstrakcyjnie, lecz przedmiotowo. Pomyślmy na przykład o kosztownej złotej monecie dziedziczonej z pokolenia na pokolenie! Jeżeli istnieje tylko jedna, może ją też odziedziczyć tylko jedno dziecko. Dokładnie tak jest z błogosławieństwem. Ono nie tylko powoduje urodzajność, pomyślność, dobrobyt, szczęście, pomoc, ochronę, zdrowie, pokój, ale jest całkiem realnie tym wszystkim, co nadaje piękno życiu i co służy zarówno pojedynczemu człowiekowi, jak i wspólnocie. Na tym właśnie polega błogosławieństwo, którego Izaak udziela Jakubowi. Z nim dał mu wszystko, co jest cenne. Pewien komentator tak to wyraził: „Izaak przekazał Jakubowi całe swoje błogosławieństwo!". W ten sposób dla Ezawa pozostało jedynie niepowodzenie: nieurodzajność, bieda, podporządkowanie się. W Piśmie Świętym jest mowa o kamienistym, górzystym kraju Edomitów i ich politycznym poddaństwie w stosunku do rodu Jakuba. Rozdział 27. Księgi Rodzaju nie dotyczy już sporu o potrawę z soczewicy. Nawet gdyby istniał jakiś związek z tym wydarzeniem, to ojciec nie uznałby umowy zawartej pomiędzy braćmi, choćby Ezaw przysięgał na nią. Jakub, aby otrzymać dla siebie błogosławieństwo, musiał razem z matką użyć wszelkich forteli i kłamstw. Najpierw Jakub musiał ubrać się w odświętne suknie Ezawa. Odświętnym ubraniem był długi do kostek płaszcz z frędzlami noszony na koszulę wykonaną ze szlachetnego materiału. Materiały takie były przetykane złotem. Złoto było wklepywane do cieniutkich blach pociętych na delikatne paski, które potem przetwarzano na nitki. Złote nitki były przetykane z nitkami wełnianymi. W tym ubraniu swojego brata Jakub idzie do ojca, udaje, że jest Ezawem, nadstawia ojcu na dowód - i drwinę z Ezawa! - swoje ręce owinięte skórkami koźląt. Bluźni imieniu Bożemu, kiedy kłamie, że Jahwe pozwolił mu upolować dziką kozę, gdy tymczasem podaje ojcu potrawę z własnych dwóch koźląt. Potem spokojnie pozwala się pobłogosławić. W tym czasie za ścianą namiotu Rebeka z bijącym sercem śledzi to działanie i oddycha z ulgą, gdy błogosławieństwo zostało udzielone. Gdyby Jakuba spotkało „przekleństwo" Izaaka, musiałaby je przyjąć. Dowodzi to, że także przekleństwo - podobnie jak błogosławieństwo - ma znaczenie przenośne. Opowiadanie Rebeka budzi się. Ze snu wyrwał ją jakiś głos. Siada na łóżku. Przez otwór w namiocie wpada światło słoneczne. Rebeka ziewa i wyciąga się. Może nie spieszyć się ze wstawaniem. Jest panią. Nie musi przynosić wody ze studni jak dawniej, gdy była jeszcze dziewczynką. Nie musi mleć mąki ani też piec chleba. Nie musi sprzątać namiotu ani prząść wełny. To wszystko robią służące, które muszą wstawać wcześnie rano, aby wykonać pracę do wieczoru. Rebeka musi jedynie nadzorować pracę, rozdzielać zapasy i łagodzić sprzeczki służących. Ale ma na to wystarczającą ilość czasu w ciągu dnia. Rano może spać, jak długo chce. Znów słyszy głos. Rebeka nasłuchuje. Głos dochodzi z drugiego pokoju. Jest to głos Izaaka. — Zestarzałem się — słyszy Rebeka, jak mówi Izaak. — Prawie już nie mogę chodzić. Moje oczy oślepły. Nie wiem, kiedy będę musiał umrzeć. Rebeka delikatnie odsuwa na bok zasłonę, która oddziela jej pokój od pokoju Izaaka. Przez szparę zagląda do drugiego pomieszczenia. Widzi męża leżącego na poduszkach. Obok niego siedzi Ezaw, a przy wejściu do namiotu stoi służący. — Zanim umrę — mówi Izaak do Ezawa — chcę cię jeszcze pobłogosławić. Bóg pobłogosławił twojego dziadka Abrahama. „Twoje potomstwo—powiedział do niego — będzie tak liczne, jak gwiazdy na niebie. A ten kraj, w którym teraz mieszkacie w namiotach jak obcy, będzie kiedyś waszą własnością!". Izaak milczy. Podchodzi służący i podaje mu kubek wody. Izaak pije. Potem mówi: — Tak Bóg pobłogosławił Abrahama. I zanim dziadek umarł, przekazał mi błogosławieństwo, a teraz jest kolej na ciebie, Ezawie. Ty jesteś starszy niż Jakub. Tobie przysługuje prawo pierworodztwa. Ezaw kiwa głową, a Izaak znów bierze łyk wody z kubka. — Mam jeszcze jedno życzenie, Ezawie — mówi. — Weź swój łuk i kołczan ze strzałami! Wyjdź na pole i upoluj koziorożca albo dziką kozę! Gdy będziesz miał zdobycz, przynieś do domu i ugotuj mi dobre jedzenie z mięsa! Takie, jakie lubię! — Tak, ojcze — odpowiada Ezaw. — Więc idź teraz! A kiedy zjem, chcę cię pobłogosławić. Rebeka ostrożnie spuszcza zasłonę. Szybko wstaje i ubiera się. Gdy nie ma już Ezawa, spieszy do namiotu bliźniaków. — Jakubie! — mówi. — Właśnie usłyszałam, że twój ojciec chce pobłogosławić Ezawa. — Ale przecież Ezaw sprzedał mi prawo pierworodztwa! — mówi Jakub. — O tym nic nie powiedział ojcu — odpowiada Rebeka. — A gdyby nawet, ojciec mimo to pobłogosławiłby Ezawa, on pierwszy się urodził. Ale teraz zrób to, co ci mówię! Idź szybko na pastwisko i przynieś mi dwa piękne koźlęta ze stada. Chcę przygotować twojemu ojcu dobre jedzenie. Takie, jakie lubi, a potem mu je zaniesiesz. Kiedy zje, pobłogosławi tobie. — Ale to się nie uda, mamo! — mówi Jakub. — Kiedy ojciec zauważy, że to jestem ja, a nie Ezaw, to mnie na pewno przeklnie zamiast pobłogosławić. — Ojciec jest ślepy — odpowiada Rebeka. — Nie może ciebie zobaczyć i nie ma już dobrego słuchu. — Ale przecież ty wiesz, że ojciec wszystkiego dotyka odkąd jest ślepy. Co będzie, jeżeli pogładzi mnie po rękach albo ramionach? Ezaw ma zupełnie owłosione ramiona, a ja mam gładką skórę. — Coś mi przychodzi na myśl — mówi Rebeka. — Idź teraz i przynieś koźlęta! Ale zrób to szybko! Zanim Ezaw wróci do domu, ojciec musi wcześniej zjeść i ciebie pobłogosławić! Godzinę później na skraju wsi namiotów Rebeka gotuje mięso na ognisku. Potem przynosi z namiotu bliźniąt uroczysty strój Ezawa i daje go Jakubowi — Włóż go! — mówi. Jakub wsuwa się w lnianą koszulę z krótkimi rękawami należącą do jego brata. Ubiera się w płaszcz utkany z niebieskich, czerwonych i złotych nitek, sięgający prawie do ziemi. Rebeka śmieje się. — Teraz wyglądasz prawie jak Ezaw! — A co z rękami? — chce wiedzieć Jakub. — Na szyi on także ma włosy! Rebeka schyla się. Przed ogniem leżą jeszcze skóry zabitych koźląt. Rebeka tnie skóry na paski. Idzie do namiotu i przynosi sznurki. — Wyciągnij swoje ręce! — rozkazuje. Potem przywiązuje Jakubowi paski skóry do ramion i szyi. Jakub głośno się śmieje. — Jaką mam przebiegłą matkę! — mówi i obejmuje Rebekę. Rebeka chichocze. — Ta sierść pobudza mnie do śmiechu! Ale przynieś teraz miskę i chleb! Ja przygotuję mięso. Wtedy możesz zanieść ojcu jedzenie. Trochę później Jakub stoi przed namiotem ojca. W jednej ręce trzyma parującą miskę, w drugiej kielich z winem. Chleb włożył pod ramię. — Wejdź, Jakubie — mówi cicho matka. — I zmień swój głos! — Boję się — szepcze Jakub. — Co będzie, jeżeli ojciec mimo to spostrzeże i przeklnie mnie, zamiast mi pobłogosławić? — Wtedy mnie powinno spotkać przekleństwo! — odpowiada Rebeka. — Idź teraz! Ja poczekam tu na zewnątrz i będę uważała, żeby żaden sługa nie wszedł do namiotu. A jeśli Ezaw wróci do domu, spróbuję go jakoś zatrzymać. Jakub wchodzi do namiotu. Ojciec leży na poduszkach. Jego oczy są mętne. Wahając się, Jakub podchodzi do niego. Wtedy Izaak podnosi głowę. — Kto tu jest? — pyta. — To ja jestem, ojcze! — mówi Jakub. — Kto? — Ezaw! Zrobiłem, co mi kazałeś, ojcze. Usiądź teraz! Zjedz mięso, które ugotowałem dla ciebie! Przygotowałem tak, jak lubisz ojcze! Izaak przeciera oczy swoją chudą ręką. — Jak znalazłeś tak szybko dzikie zwierzę, Ezawie — chce wiedzieć. — Nie musiałem chodzić daleko, ojcze — mówi Jakub. — Właśnie przy ostatnich namiotach Bóg pozwolił, żeby dzika koza przebiegła mi drogę. Zastrzeliłem ją z łuku i zaraz wróciłem do domu. Izaak znów kiwa głową. — Podejdź do mnie, Ezawie! — rozkazuje. Jakub stawia na podłodze garnek z mięsem, kielich z winem i chleb. Powoli podchodzi do ojca i klęka przed nim. Ojciec przesuwa swoimi dłońmi po ramionach i jego szyi. Kiwa głową. — Głos był głosem Jakuba — mruczy. — Ale ramiona są ramionami Ezawa. — Przynieś mi jedzenie! — mówi głośno. Jakub poprawia poduszki i pomaga ojcu usiąść. Izaak sięga palcami do garnka, podnosi do ust kawałek mięsa. Powoli żuje. Kiwa głową z aprobatą. — Dobre! — mówi. Ociera sobie palce o chleb. Je, potem pociąga z kielicha długi haust wina. Jego twarz staje się odprężona. Blade wargi czerwienieją. Nagle przed namiotem słychać kroki. Jakub nadsłuchuje z lękiem. „Czy Ezaw już wrócił?" - myśli. Kroki oddalają się, a Jakub oddycha z ulgą. Izaak ciągle podnosi do ust kawałki mięsa. Nie spieszy się z jedzeniem. W końcu przesuwa grzbietem ręki po ustach. Zadowolony kładzie się z powrotem na posłaniu. Potem mówi: — Pocałuj mnie, Ezawie! Jakub obejmuje ojca. Izaak uśmiecha się. — Byłem taki podejrzliwy! — mówi. — Po prostu nie byłem pewien, czy ty jesteś Ezawem czy Jakubem. Ale teraz wiem, żeś Ezaw! Poznaję cię po zapachu twojego ubrania. Pachnie jak ziemia, jak ziemia na dzikiej pustyni. Uklęknij, Ezawie! Chcę cię pobłogosławić. W namiocie jest prawie cicho; słychać jedynie dochodzące z daleka głosy pasterzy wracających do domu z pastwiska. Izaak kładzie ręce na głowie Jakuba i mówi: — Oto woń mego syna jak woń pola. Bóg pobłogosławił pole. I tak niech ciebie pobłogosławi! Masz być bogaty i mieć dużo zboża i wina! Niech ci służą narody! Twój brat niech ci pokłon oddaje. Każdy, kto będzie cię błogosławił, niech będzie błogosławiony! Jakub czuje na głowie ciepło rąk swojego ojca. Teraz ojciec odsuwa dłonie. Jakub szybko wstaje, zbiera naczynia i opuszcza namiot. Tu czeka na niego Rebeka. — On mnie pobłogosławił, mamo! — szepcze Jakub i ją obejmuje. — On mnie pobłogosławił! Dzień mija. Słońce jest już nisko. Widać jakąś postać wracającą z pastwiska do wsi namiotów. To Ezaw. Na plecach niesie zabitą dziką kozę. Szybko gotuje mięso, potem wchodzi do namiotu Izaaka. Ojciec śpi na poduszkach. — Ojcze! — woła Ezaw. — Tu jest mięso! Podnieś się i jedz! A potem pobłogosław mnie! Izaak przeciera sobie oczy. — Kto... Kim więc ty jesteś? — pyta zaspany. — To ja jestem, Ezaw! — Ale przecież ty już tu raz byłeś — mówi Izaak. — Nie, ojcze. Ja dopiero teraz przyszedłem z polowania! Izaak jest przestraszony. — Więc to był jednak Jakub — mówi. — On mnie oszukał. Aleja go pobłogosławiłem. Uczyniłem go panem i władcą nad tobą. Stanie się bogaty i potężny. Nikt nie może odebrać mu tego błogosławieństwa. Co mogę teraz jeszcze zrobić dla ciebie, Ezawie? Ezaw stoi zmieszany. — Przecież z pewnością masz jeszcze inne błogosławieństwo, ojcze! — woła. — Więc uklęknij! — odpowiada ojciec. Kładzie ręce na głowie Ezawa i mówi: — Musisz być biedny! Musisz żyć z tego, co upolujesz swoim łukiem. Musisz służyć twojemu bratu. Ezaw wstaje. Jest pełen goryczy. Bez słowa opuszcza namiot ojca. Gdy jest na zewnątrz, pomrukuje: — Ty musisz mi za to odpokutować, Jakubie! Drabina do nieba Rdz 27,41-46; 28,10-22 Uwagi wstępne Rozgniewany Ezaw liczył się z bliską śmiercią ojca. Chciał porachować się z Jakubem i zabić go, dlatego Rebeka wysłała Jakuba do swojego brata Labana do Charanu, gdzie miał pozostać przez pewien czas, aż minie gniew Ezawa. Z krótkiego pobytu zrobiło się dwadzieścia lat! Werset 46. rozdziału 27. i werset 6. rozdziału 28. Księgi Rodzaju przynależą już do innego źródła. Nic nie mówią o sporze braci i oszustwie Jakuba. Także uzasadnienie, dlaczego Jakub poszedł do Labana, różni się od poprzedniego: Jakub ma poślubić kobietę z dalszej rodziny. Już przed przybyciem Izraelitów, Betel było ważnym miastem. Według Księgi Sędziów (1,23) nazywało się niegdyś - Luz. Leżało 18 km na północ od Jerozolimy na skrzyżowaniu dróg, z których jedna prowadziła z północy na południe przez wyżynę, a druga łączyła Morze Śródziemne z doliną Jordanu. Na północny wschód od wsi, gdzie w późniejszym czasie stał bizantyjski kościół i klasztor i skąd był swobodny widok na dolinę Jordanu, miały się znajdować także kananejskie i izraelskie miejsca kultu. W każdym razie Betel było jedną z najstarszych świątyń Jahwe w Izraelu. Według Rdz 12,8 Abraham zbudował tutaj ołtarz. Po podziale państwa w 930 r. przed Chr. Betel pod rządami Jeroboama I stało się świątynią państwową. Prorok Amos protestował tutaj przeciw niesprawiedliwości społecznej i został wypędzony przez kapłana Amazjasza. Przypuszcza się, że około 722 r. przed Chr. miasto to zostało zniszczone przez najazd Asyryjczyków. Pomnik albo kamień pamiątkowy, w takiej postaci jak zbudował go Jakub, nazywa się w Starym Testamencie „massebach" („mazze-be" = postawiony, wzniesiony). Istnieją liczne wyjaśnienia, dlaczego w tak wielu religiach powstaje połączenie „kamienia" ze „świętością". Możliwe jest, że połączenie słów „bet-el" (= siedziba bóstwa) z „kamieniem" wskazuje na to, iż w dawnych czasach uważano, że bóstwo zamieszkuje w świętych kamieniach. Później jednak patrzono na kamienie tylko jako na podarunki albo jako na kamienie pamiątkowe. Jednak nie jest możliwe tylko jedno wyjaśnienie, ponieważ symbole są wieloznaczne. Bez wątpienia niezliczonym pielgrzymom, którzy przybywali do Betel, pokazywano kamień, na którym spał Jakub i opowiadano historię o jego śnie. Jeszcze dzisiaj w miejscach pielgrzymkowych opowiada się o cudownych zjawiskach i przy tym pokazuje się przedmiot, który ma związek z tym zdarzeniem. Namaszczenie kamienia, który wskazali pielgrzymi, było - podobnie jak namaszczenie człowieka - znakiem tego, że przedmiot ten i miejsce, na którym stał, były wyłączone z codziennego użytku i przypisane Bogu. Przedmiot staje się wtedy świętą rzeczą, miejsce - świętym miejscem. Szacunek, bojaźń, nieopisane szczęście, strach i ciarki przechodzą przez człowieka, który styka się ze świętością. We śnie Jakuba pojawiają się dwa objawienia. Pierwsze dotyczy drabiny do nieba, czyli wąskiego miejsca, przejścia podobnego do tunelu, gdzie „według obrazu świata dawnych ludzi odbywa się cały ruch między ziemią i boskim światem. Posłańcy Boga nieustannie chodzą tu i tam, aby wypełnić rozkazy i czuwać nad ziemią". W drugim objawieniu sam Bóg rozmawia z Jakubem. Pozwala się poznać jako Bóg Abrahama i Izaaka i powtarza dane im obietnice. Przyrzeczenie (ślub) Jakuba dane Bogu należy do tego rodzaju, jakie bywają odmawiane w kościołach: wierzący przyrzekają coś Bogu, w zamian za Jego pomoc. Podobnie postępuje Jakub: „Jeżeli Pan Bóg będzie ze mną, strzegąc mnie w drodze, w którą wyruszyłem, jeżeli da mi chleb do jedzenia i ubranie do okrycia się i jeżeli wrócę szczęśliwie do domu ojca mojego, Pan będzie moim Bogiem. Ten zaś kamień, który postawiłem jako stelę, będzie domem Boga. Z wszystkiego, co mi dasz, będę Ci składał w ofierze dziesięcinę". {Rdz 28,20-22). Opowiadanie — Jakie pani ma prześliczne włosy! — mówi Asnath. Asnath czesze włosy Rebece. Polewa je wonnym olejkiem i swoimi mocnymi palcami wciera go. Asnath jest jedną ze służących Rebeki. Rebeka siedzi w namiocie na taborecie ze skóry. W prawej ręce trzyma wypolerowaną miedzianą płytkę, w której odbija się jej twarz. — Moje włosy siwieją — wzdycha — i mam już też zmarszczki na twarzy. Wkrótce będę stara. A jeżeli wtedy będę jeszcze chora, tak jak mój mąż, tak ślepa i nieporadna albo jeżeli nawet umrę, to co wtedy stanie się z Jakubem? Ezaw ożenił się, ma już od roku własny namiot. Ale Jakub jest jeszcze nieżonaty. Byłoby najlepiej, jeżeli poślubiłby kobietę z mojej rodziny. Asnath splata włosy Rebeki w dwa warkocze. — Czy moja pani już wie — mówi — że Ezaw chce zabić Jakuba? Rebeka upuszcza lusterko i patrzy przestraszona na swoją służącą. — Kto to mówi, Asnath? — Powiedział mi to pasterz Achan. Ostatnim razem, gdy Ezaw wrócił do domu z polowania, jadł i pił z pasterzami przy ognisku. Przy piciu Ezaw stawał się coraz bardziej dziki, wtedy wskazał na koziorożca, którego wpierw zabił i powiedział: „Mój ojciec wkrótce umrze, a kiedy to nastąpi, z moim bratem postąpię tak, jak z tym koziorożcem". — Ten Achan bardzo się przestraszył, bo koziorożec miał zupełnie szkliste oczy. Rebeka nieruchomo patrzy przed siebie. Jej oczy napełniają się łzami. — Czy u nas nie będzie już pokoju? — mówi. — Gdy byli mali i bili się ze sobą nawzajem, myślałam, że to ustanie, gdy dorosną. Ale to się nie skończyło. Wieczorem, gdy pasterze powrócili do domu, Rebeka poszła do namiotu Jakuba. — Twój brat chce się zemścić na tobie — mówi. Jakub śmieje się i całuje matkę w czoło. — Nie możesz tego brać poważnie — mówi. — Ale ja biorę to poważnie — odpowiedziała Rebeka. — On wobec pasterzy wskazał na zabitego koziorożca i powiedział: „Tak będzie z moim bratem, kiedy ojciec umrze". Ty wiesz, że Ezaw jest dziki i nieopanowany. Gdy się rozgniewa, sam nie wie, co robi. Czy myślisz, że chcę stracić moje dzieci? Najlepiej będzie, jeżeli przez jakiś czas nie będziecie się widzieć nawzajem. Spakuj swoje rzeczy! Idź do mojego brata, a twojego wuja Labana. On mieszka daleko stąd, podróż będzie trwać wiele dni; mieszka po drugiej stronie rzeki Eufratu, obok miasta Charan. Zostań u niego kilka miesięcy, aż Ezaw zapomni o gniewie. A może nawet znajdziesz w domu mojego brata dziewczynę, która zechce zostać twoją żoną. Powinieneś ożenić się, Jakubie! Jakub idzie do swojego namiotu. Pakuje żywność. Zabiera też butelkę oliwy dla ochrony przeciw słońcu i do leczenia ran. Do podłużnej chusty wkłada dużą garść srebra. Okręca chustę wokół pasa i obwiązuje naokoło brzucha. Potem czeka w swoim namiocie, aż słońce zajdzie. W ciemności skrada się do swojej matki; Rebeka go obejmuje. — Bądź zdrowy, Jakubie — mówi — za kilka miesięcy znów się zobaczymy. Jakub całuje swoją matkę. Potem szybko wychodzi z namiotu i płacząc, opuszcza wieś namiotów. Jakub wędruje po grzbietach gór. Daleko w dole rozciąga się słone morze. Przechodzi obok wsi i miast. We wsiach mieszkają chłopi i rzemieślnicy. Miasta, w obawie przed napastnikami, leżą na wzgórzach i za wysokimi murami. Drugiego dnia wędrówki wieczorem Jakub dochodzi do małej równiny. Stąd może popatrzeć w dół na dolinę Jordanu. Rzeka, która wije się jak wąż poprzez dolinę, leży już w cieniu, ale tu u góry ciągle jeszcze świeci słońce. „Tu chcę pozostać na noc" — myśli Jakub. Opiera się o pień drzewa i rozpakowuje torbę. Gdy zjadł, słońce zaczęło zachodzić. Szybko robi się ciemno. Jakub szuka miejsca do spania. Znajduje duży kamień z zagłębieniem, w którym może położyć swoją głowę jak na poduszce. Owija się płaszczem i patrzy na gwiazdy na niebie. „Pewnie matka już śpi? — myśli Jakub. — A ojciec? I Ezaw? Czy on się cieszy, że ja odszedłem?". Nad wzgórzem wschodzi księżyc. W jego bladym świetle kamienie i drzewa rzucają delikatny cień na ziemię. Gdzieś skrzeczy jakiś nocny ptak. Jakub mocniej owija się płaszczem. Ziewa i zasypia. Naraz wydaje się Jakubowi, że jest widno. Wysoko w górze, z nieba dochodzi promień światła. Spada dokładnie na to miejsce, gdzie leży Jakub. Promień światła staje się coraz jaśniejszy i tam -w środku promienia światła pojawia się coś takiego jak strome schody. Sięgają od ziemi wysoko aż do nieba. Na dole są szerokie, ale u góry stają się coraz węższe jak drabina i w końcu jak srebrna nić gubią się w nieskończoności. Teraz Jakub widzi postaci na schodach. Wyglądają jak ludzie, ale nie są to ludzie. Są przezroczyste. Są to jasno świecące istoty świetlne. Jakub myśli, że istoty świetlne to są myśli Boga, które przychodzą do ludzi i od ludzi wracają znów do Boga. Są to posłańcy Boga, aniołowie, którzy bujają tu i tam pomiędzy niebem i ziemią. W górę i w dół. Obok siebie, ze sobą nawzajem, jeden przez drugiego - bezustanne przychodzenie i odchodzenie. Wtedy Jakub słyszy głos, który mówi: — Ja jestem Bogiem, który rozmawiał z twoim dziadkiem Abrahamem. Ziemię, na której teraz śpisz, chcę dać twoim potomkom. Twoje dzieci i wnuki będą kiedyś tak liczne jak gwiazdy, które są na niebie, a moje błogosławieństwo spocznie na tobie i na twoich dzieciach! Promień światła staje się coraz mocniejszy, aż bolą Jakuba oczy. Trzyma przed nimi ręce. Nagle się budzi, podnosi. Słońce już wzeszło i świeci mu prosto w twarz. Na drzewie świergoce ptak. „To był dziwny sen — myśli Jakub. — Tu, gdzie spałem, przychodzą na ziemię myśli Boga. Jest to coś takiego jak drzwi do nieba. Nie przyszło mi to zupełnie na myśl, gdy wczoraj kładłem się tutaj do snu!". Ponieważ jest to szczególne miejsce, Jakub chce postawić pomnik. Próbuje postawić prosto kamień, na którym spał. Kamień jest ciężki, ale Jakub jest mocny i udaje się mu go przestawić. W zawiniątku Jakub ma dzbanuszek z oliwą. „Oliwa jest czymś cennym — myśli Jakub. — Dlatego chcę ją podarować Bogu". Jakub wylewa oliwę na kamień. Mówi głośno i uroczyście: — Tutaj jest święte miejsce, dlatego składam przyrzeczenie wobec Boga i mojego dziadka Abrahama. Jeżeli Ty Boże będziesz ze mną i będziesz mnie strzegł na drodze do obcego kraju, jeżeli dasz mi chleb do jedzenia i ubranie do okrycia się i jeżeli wrócę zdrowy do domu rodzinnego, wtedy zbuduję Ci tutaj świątynię. Jakub pakuje dzbanuszek po oliwie do zawiniątka. Przerzuca pakunek przez plecy i wyrusza w dalszą drogę wzdłuż grzbietu góry. Trzy dni później dochodzi do jej końca i schodzi w dół w dolinę, do rzeki Jordanu. Przechodzi w poprzek rzeki w miejscu, gdzie nie jest głęboko. Trochę później widzi jezioro Genezaret, które leży z wdziękiem wśród kwitnących łąk. „Tu chciałbym pozostać" — myśli Jakub. Jednak musi iść dalej, do Charanu, do swojego wuja Labana. Znów droga wznosi się w góry. Kończy się prowiant, który Jakub zabrał z domu. Czasem przechodząc obok pastwiska, gdzie pasą się owce, kupuje mleko i ser od pasterzy za srebro, które ma przy sobie; zbiera jagody i owoce z drzew. Nocą, przed zaśnięciem nie myśli dużo o swoim domu, więcej za to o swoim wuju Labanie. Próbuje go sobie wyobrazić. Matka często opowiadała o swoim bracie. „Jest bogaty — mówiła. — prawie tak bogaty, jak wasz ojciec. Ma wiele setek owiec i kóz. Ma też bydło, wielbłądy. I jest przebiegły, ten Laban. Jako chłopiec ciągle wymyślał figle. Teraz ma kilku synów - sześciu albo siedmiu. I dwie córki: Leę i Rachelę". Jakub jest ciekawy swego wuja Labana, swoich kuzynów i kuzynek Lei i Racheli. Lea i Rachela Rdz 29,1-30 Uwagi wstępne Według hebrajskiego prawa dotyczącego małżeństwa i rodziny, mężczyzna zdobywał swoje żony przez ich kupno. Małżeństwo poprzedzały zaręczyny. „Zaręczyć się z kobietą" znaczyło: przez zapłacenie moharu (po hebrajsku „mohar" - kupować, wymieniać, nabywać) pozyskiwać prawo do kobiety. Wysokość moharu powinna była (wg Pwt 22,29) wynosić około 50 łutów srebra (725 gramów). Dla porównania: roczna płaca kapłana wynosiła (wg Sdz 17,10), z wyżywieniem i ubraniem, 10 łutów srebra (145 gramów), a za kawałek ziemi Machpela obok Hebronu Abraham zapłacił Efronowi 4,78 kg srebra. Zamiast pieniędzmi lub ziemiopłodami narzeczony mógł zapłacić także usługami, na przykład czynami walecznymi (1Sm 17,25!) lub jak Jakub starający się o Rachelę, służąc siedem lat u jej ojca, co stanowiło równowartość wyżej wymienionej sumy. Z czasem mohar stracił swoje znaczenie jako cena kupna i stał się prezentem ślubnym dla narzeczonej. W każdym razie Rachela i Lea miały za złe ojcu, że dochód z pracy Jakuba przywłaszczył sobie, a im nic nie dał (Rdz 31,14 n). Później okazało się, że Laban nie rozumiał jednak usług Jakuba jako mohar, gdyż uważał swoje córki i wnuczęta za swoją własność. Imię Lea znaczy prawdopodobnie „krowa", zaś Rachela - „owca maciorka". Przyjmuje się, że te imiona przechowują wspomnienie związane z historią kultury: plemiona wywodzące się od Lei były dłużej w Palestynie i już po pewnym czasie przeszły do hodowli bydła, gdy tymczasem te pochodzące od Racheli zajmowały się jeszcze hodowlą owiec. Podsunięcie Lei Jakubowi (zakaz poślubienia dwóch sióstr w Kpł 18,18n pochodzi przypuszczalnie z późniejszego czasu!) było potwornym czynem Labana. Można sobie wyobrazić śmiech całej rodziny, parobków i służących oraz ich złośliwe wypowiedzi rankiem po weselu! Trudno też uwierzyć, że Jakub nie zauważył zamiany aż do następnego dnia! Ale opowiadanie chce wyrazić o wiele więcej niż to, co widoczne - przebiegły, bardzo przebiegły Jakub znalazł wreszcie swojego mistrza w postaci Labana. Jednak nawet tym oszustwem kieruje przeznaczenie pochodzące od Boga: bez Lei nie byłoby żadnego Rubena, Lewi, Judy, a bez nich żadnego Mojżesza i Dawida. Patrząc z punktu widzenia Nowego Testamentu, musimy też powiedzieć - żadnego Jezusa z Nazaretu. Opowiadanie Już z daleka Jakub słyszy beczenie owiec, ale widzi zwierzęta dopiero wtedy, gdy dochodzi do zakrętu drogi. Stoją zwarte obok siebie na dużym placu. Plac jest twardy i zakurzony. Wcześniej może rosła tu trawa, ale ponieważ ciągle stały tu owce, darń obumarła. Pośrodku placu leży duży kamień. O cienistą stronę kamienia opierają się trzej pasterze i gapią się głupkowato. Gdy Jakub dochodzi do placu, widzi, że kamień leży nad otworem. Za kamieniem jest drewniana rynna wodopoju. Teraz Jakub wie, że jest tu zakopana w ziemi studnia i że pasterze przyszli tu, żeby napoić owce. — Hej! — woła Jakub. — Skąd jesteście? Trzej pasterze podnoszą głowy i ze zdziwieniem patrzą na Jakuba zaspanymi oczami. Jeden z nich - o okrągłej czerwonej głowie i podbródku - pokazuje palcem na miasto i mówi: — My jesteśmy z Charanu, a skądże by? A skąd ty przychodzisz? — Z Kanaanu — odpowiada Jakub. — Idę do mojego wujka Labana. Znacie go? — Labana? Zna go każdy w Charanie — mówią pasterze jednocześnie. — Czy dobrze mu się powodzi? — chce wiedzieć Jakub. — Czy dobrze mu się powodzi! Laban jest najbogatszym człowiekiem jak okiem sięgnąć. Ma najładniejsze owce i kozy oraz najwięcej sług i służących. Ma wielbłądy, bydło, srebro i złoto. Także dwie córki, z których młodsza - Rachela jest najładniejszą dziewczyną w całej okolicy. Z miejsca bym się z nią ożenił! — Ale ona na pewno nie wyszłaby za ciebie — mówi drugi pasterz i wszyscy trzej śmieją się. — Dlaczego nie odsuniecie kamienia, żeby dać pić waszym owcom? — chce wiedzieć Jakub. — Tego nam nie wolno — mówi pasterz z podbródkiem. — Musimy czekać do zachodu słońca, aż wszyscy pasterze z okolicy ze stadami przyjdą tutaj do wodopoju. Dopiero wtedy można odsunąć kamień. — Ale jest jeszcze daleko do wieczoru — odpowiada Jakub. — Słońce stoi jeszcze wysoko na niebie. Można by przecież dać wody owcom, a potem znów pójść na pastwisko! — Nie mieszaj się w nasze sprawy! — mówi pasterz z podbródkiem i jego oczy iskrzą się ze złości. — Od najdawniejszych czasów istnieje prawo mówiące o tym, że wolno odsunąć kamień dopiero, gdy są tu wszyscy. Jakub chce już odejść, wtedy jeden z pasterzy pokazuje w dal i woła: — Patrz! Tam idzie Rachela! Młoda dziewczyna pędzi stado owiec po równinie. Ma ciemnobrązowe loki, jej policzki są różowe, a zęby śnieżnobiałe. Gdy dochodzi do kamienia, ujmuje się rękami pod boki ze złością i patrzy na trzech pasterzy. — Znów nie odsunęliście kamienia, wy leniuchy! — woła. — Kiedy się złościsz, jesteś jeszcze ładniejsza niż zwykle! — mówi pasterz z podbródkiem i wszyscy trzej śmieją się. Oczy Racheli iskrzą się z gniewu. — Odsuńcie kamień! — rozkazuje. — Prawo zabrania tego, moja droga — mówi pasterz. — Można dopiero wtedy odsuwać kamień, gdy są tutaj wszyscy pasterze ze swoimi stadami. — Prawo! Prawo! — woła Rachela. — Nie prawo zabrania tego, ale wasze lenistwo! Chcecie tylko siedzieć w cieniu aż do wieczoru, zamiast paść owce. Gdybym była mężczyzną, odsunęłabym kamień spoza waszych pleców, byście wpadli do wody! — Gdybym była mężczyzną! — przekomarza się pasterz. — Ale nie jesteś mężczyzną. Jesteś tylko małą dziewczynką, nie masz w ogóle nic do powiedzenia! — Ja odsunę kamień! — Jakub rzuca na ziemię swoje zawiniątko. Rachela wpatruje się w cudzoziemca. — Kim ty jesteś? — pyta. Jakub nie odpowiada. Uśmiecha się do Racheli i podchodzi do kamienia. — Słuchajcie blagiera! — woła pasterz z podbródkiem. — My w trójkę z trudem poruszamy kamień z miejsca, a on chce to sam zrobić? Jakub opiera się o kamień. Jego głowa staje się czerwona z wysiłku, mięśnie napinają się. Rachela przestępuje z nogi na nogę z irytacji. Wtedy kamień porusza się. Trzej pasterze podskakują. Urągają. Zaciskają pięści. Jakuba to nic nie obchodzi. Kamień toczy się na bok. Koło studni leży skórzany worek. Jest przymocowany do długiej liny. Jakub rzuca worek do studni. Worek napełnia się wodą. Jakub wyciąga go jednym ruchem ręki i wlewa wodę do rynny wodopoju. Owce pchają się do rynny i piją. Rachela śmieje się. W jej policzkach robią się dwa dołeczki. — Ale ty jesteś mocny! — woła do Jakuba. — Kim ty jesteś? Wtedy Jakub podchodzi do Racheli i obejmuje ją. — Jestem Jakub! Syn Izaaka i Rebeki! Rebeka jest siostrą twojego ojca! Jakub całuje Rachelę prosto w usta. Policzki Racheli stają się bardziej czerwone. Odrywa się od Jakuba i odbiega. Jakub spędza owce i rusza w drogę do miasta. Po krótkim czasie wychodzi mu naprzeciw jakiś mężczyzna. Jest mały i silny. Jego oczy przebiegle patrzą na świat. Na głowie nosi białą chustkę przeciw słońcu. Mężczyzna spieszy do Jakuba i obejmuje go. — Witaj Jakubie! — mówi. — Jestem twoim wujem Labanem. Co sprowadza cię do nas? Prawdopodobnie nic złego! Popatrz, tam jest mój dom! Chodź i odpocznij u nas! Laban bierze Jakuba za rękę i prowadzi go ze sobą. Dom Labana stoi poza murami miasta. Jest podobny do domu, w którym przed wielu laty mieszkał już Eliezer. Dom zbudowany jest z nie wypalonych cegieł. Ma płaski dach i duży dziedziniec, z którego na dach prowadzą schody przy zewnętrznej ścianie. Wokół dziedzińca ciągnie się mur z kamienia. Na dziedzińcu stoi wielu ludzi: żona Labana, jego synowie i córki, a także kilku parobków i służących. Śmieją się, klaszczą w dłonie i ciekawie patrzą na Jakuba. Rachela już wszystko im opowiedziała. Jakub pozdrawia swoją ciotkę, swoich kuzynów i Leę - starszą z dwóch sióstr. Lea jest wyższa, grubsza i bardziej ociężała niż Rachela. Jej oczy nie błyszczą tak jasno, jak oczy jej siostry. — Chodź Jakubie! — mówi Laban. —Chcemy podziękować naszemu bóstwu domowemu, że miałeś taką dobrą podróż. Laban i Jakub idą do domu. Dom ma tylko jeden pojedynczy pokój z małym oknem. W niszy w murze stoi mała postać z drzewa przedstawiająca mężczyznę. — To jest nasze bóstwo domowe — informuje Laban. Wylewa trochę oliwy na figurę, po czym klęka na ziemi. Jakub robi to samo. Laban modli się: — Dziękuję ci boże mojego domu i mojej rodziny, że towarzyszyłeś Jakubowi w jego podróży i że nie stało się mu nic złego. Pobłogosław jego i nas wszystkich. Amen. — Chciałbym też jeszcze podziękować mojemu Bogu — mówi Jakub. — Gdzie go masz? — pyta Laban. — Nie ma żadnej Jego figury — odpowiada Jakub. — Ale On rozmawiał z moim dziadkiem i z moim ojcem. I On rozmawia także ze mną. — Więc my także chcemy podziękować twojemu Bogu — mówi Laban. Jakub modli się: — Dziękuję Ci Boże mojego dziadka Abrahama, że zdrowego doprowadziłeś mnie do wuja. Pobłogosław jego rodzinę i jego trzody. Amen. Laban i Jakub wstają i wychodzą znów na dziedziniec. — Na cześć naszego gościa urządzimy ucztę! — woła Laban. — Wy tam obaj słudzy. Zabijcie pięć owiec! A ty Rachelo możesz razem z Leą upiec chleb! Dziewczyny i słudzy wybiegają pozostali siadają w kręgu na dziedzińcu. Teraz Jakub musi opowiadać o swoim domu. Mówi o Izaaku, Rebece i o swoim bracie Ezawie; opowiada również historię o potrawie z soczewicy i o błogosławieństwie ojca. — Ty jesteś przebiegłym człowiekiem Jakubie — mówi Laban. — Jak długo chcesz u nas pozostać? — Kilka miesięcy. Może rok. Mogę ci pomagać przy pracy. Laban drapie się w czoło. — Jestem najbogatszym hodowcą owiec jak okiem sięgnąć — mówi. — Nikt nie ma tak wielkich trzód jak ja, ale mam o wiele za mało pasterzy dla moich owiec i kóz. Mógłbym dobrze wykorzystać młodego i silnego człowieka, jakim ty jesteś. — Do tego się nadaję — odpowiada Jakub. — W domu też pasłem owce. — Dobrze — mówi Laban. — Jutro wyjdziemy do trzód. Pokażę ci miejsca pastwisk. Wschodzi księżyc. Laban snuje opowieści o przeszłości: — Przed wielu laty nasza cała rodzina mieszkała tu w Charanie -mój pradziadek Terach ze swoimi trzema synami: Abrahamem, Nachorem i Haranem. Haran wcześnie umarł, a pewnego dnia Abraham przeniósł się w inne miejsce. Tylko mój dziadek Nachor pozostał tutaj, mieszkał wtedy tylko w jednym namiocie. Później mój ojciec Betuel wybudował to gospodarstwo, więc mamy solidny, mocny dom. Podczas gdy my mężczyźni spędzamy większość czasu na zewnątrz przy owcach, nasze kobiety sadzą tutaj warzywa i trochę zboża. Jest już późno w nocy, gdy Laban wstaje i mówi: — Koniec na dziś! Jutro musimy wcześnie wstać. Ty Jakubie, możesz spać dziś w nocy na płaskim dachu. Rachela spieszy do domu, po czym wraca ze skórą owcy. — Abyś nie zmarzł, Jakubie! — mówi zawstydzona. Jakub idzie na dach po wąskich schodach. Przykrywa się owczą skórą chociaż nie jest zimno. Zanim zasypia, myśli o Racheli. Następnego ranka wstaje wcześnie. Laban pokazuje mu miejsca pastwisk. Kilka z nich leży przed miastem Charan, inne są daleko. Już dzień później Jakub pasie owce i kozy Labana. Na noc pędzi owce do zagród, gdzie są zabezpieczone przed dzikimi zwierzętami i rabusiami. Teraz Jakub już nie widzi Racheli. Ale w dzień i w noc myśli o niej. Jakub jest już u Labana ponad miesiąc. Pewnego dnia Laban przejeżdża na swoim mule obok Jakuba. Przywozi mu chleb, oliwki, figi i rodzynki dla pasterzy. Liczy owce i kozy, po czym mówi: — Ty jesteś dobrym pasterzem, Jakubie. Żadne zwierzę nie zginęło. Nie chcę żebyś darmo pracował dla mnie. Powiedz mi, co mam ci dać jako zapłatę? Jakub zastanawia się. Wie dokładnie, czego chce, ale przecież nie może tego powiedzieć otwarcie! — Cieszę się, że mogę być u ciebie, Labanie — mówi po chwili. — Ty dajesz mi jedzenie, a poza tym nic więcej właściwie nie potrzebuję. — Ja jednak chcę ci coś dać! — Nie wiem czy...., czy... — twarz Jakuba mocno się czerwieni. — Czy co? — Czy mogę to dostać. — Co? Mówże wreszcie! — Tę... tę... Rachelę! —jąka się Jakub. — Już o tym pomyślałem! — woła Laban. — Już pierwszego wieczoru nie spuszczała z ciebie wzroku. I każdego dnia pyta w domu: „Jak się powodzi Jakubowi? Czy Jakub ma naprawdę dosyć jedzenia? Mam nadzieję, że Jakubowi podoba się u nas!". — Lubię Rachelę — mówi Jakub. — Daj mi ją za żonę, Labanie! Chcę pracować dla ciebie przez siedem lat, jeżeli tylko będę mógł ją poślubić. Laban mruży oczy. — Lepiej będzie, jeśli dam ją tobie za żonę niż jakiemuś obcemu — mówi. — Za siedem lat możesz ją poślubić! Jakub ściska Labana. Tańczy i podskakuje z radości. — Rachela będzie moją żoną! — woła. Siedem lat to długi czas, ale Jakubowi mijają one jak kilka dni, tak bardzo kocha Rachelę. W końcu nadchodzi upragniony dzień wesela. Laban przygotował wielką ucztę, zaprosił wielu pasterzy oraz przyjaciół z Charanu i z okolic miasta. Po jednej stronie dziedzińca siedzą mężczyźni, po drugiej kobiety. Kobiety mają twarze zasłonięte chustami, tylko im oczy wyglądają, ale Jakub poznaje Rachelę. Kiwa w jej kierunku. „Dzisiaj zostanie moją żoną" — myśli. Przez cały dzień mężczyźni jedzą i piją. Muzykanci przygrywają. Wieczorem zapalone zostaje ognisko. Laban przebiegle patrzy na Jakuba. Czasem wydaje się Jakubowi, jak gdyby Laban i jego synowie śmiali się za jego plecami. W końcu Laban mówi do Jakuba: — Teraz idź do domu! Dzisiejsza noc należy do ciebie i twojej żony. Zaraz przyprowadzę ci Rachelę. Jakub idzie do domu. W pokoju jest zupełnie ciemno. Jakub czeka. Otwierają się drzwi... — Tu jest twoja żona! — mówi Laban w ciemności. Jakub obejmuje Rachelę, a Laban wychodzi i zamyka za sobą drzwi. Na dziedzińcu ludzie śpiewają i śmieją się aż do późnej nocy. Jakub budzi się wcześnie rano. Z góry, przez małe okno przy ścianie, padają promienie słońca. — Dzień dobry, Rachelo! — woła Jakub i całuje swoją żonę. Nagle ogarnia go strach. — Ty... jesteś... ty nie jesteś Rachelą! — woła przerażony. — Ty jesteś Lea! Lea śmieje się. — Ja jestem twoją żoną! — mówi. — Ale przecież, ja Rachelę... Naraz otwierają się drzwi i do pokoju wchodzi Laban, głośno się śmiejąc. — Przyprowadziłem ci Leę wczoraj w nocy — mówi. Jakub zrywa się. Jego twarz jest czerwona z gniewu. — Nie za Leę pracowałem — krzyczy — ale za Rachelę. Przez siedem lat! A teraz mnie oszukałeś! — Uspokój się Jakubie! — mówi Laban. — U nas jest zwyczaj, że najpierw wychodzi za mąż starsza siostra, a potem dopiero młodsza. — Nie chcę Lei! — woła Jakub. — Chcę Rachelę! — Możesz mieć za żonę i Rachelę. Już jutro możesz się z nią ożenić, ale wtedy musisz jeszcze raz paść owce przez siedem lat! — Ty oszuście! — mruczy Jakub. Ale ponieważ tak kocha Rachelę, zgadza się. Kilka dni później poślubia ją. I znowu siedem lat, które musi pracować za nią, mijają mu jak kilka dni. Dobrobyt Jakuba Rdz 29,31-30,43 Uwagi wstępne Przegląd synów Jakuba i ich matek: Pokolenie Lei Pokolenie Racheli Ruben Józef Symeon Beniamin Lewi Juda Issachar Zabulon Zilpa Bilha Gad Dan Aser Neftali Poważanie i pozycja żony zależały od liczby synów, które urodziła, dlatego zrozumiałe jest, że kobieta robiła wszystko, żeby udowodnić swoją płodność. Jeżeli nawet tylko przez pewien czas pozostawała bezdzietna, było rzeczą naturalną, gdy oddawała mężowi swoją służącą, aby dzięki niej otrzymać dziecko. Niewolnica Bilha rodziła na kolanach swojej pani, aby dziecko wywodzące się z jej łona zostało uznane jako Racheli. Początek opowiadania o narodzinach Issachara jest, jednym z rzadkich przekazów ukazujących patriarchów także jako rolników. Również koczownicy posiadający nierogaciznę przy swoim tymczasowym osadnictwie zajmowali się uprawą roli". Jabłka miłości, które znalazł Ruben, są żółto-czerwonymi, mocno pachnącymi owocami mandragory - krzewiastej rośliny. Te owoce działają odurzająco i od dawna są znane jako afrodyzjaki. Pień z korzeniami mandragory nazywa się pokrzyk, i często przybierając kształt człowieka, odgrywał i dalej odgrywa dużą rolę w zabobonach jako magiczny środek sprzyjający płodności. Z powodu tej pobudzającej właściwości Rachela zapragnęła jabłek miłości od Lei, ale nie przydały się jej na nic. Dopiero zwrócenie się do Boga uczyniło ją płodną! Opowiadanie o dobrobycie Jakuba jest w wielu miejscach niezrozumiałe. Między innymi z tej przyczyny, że wielu wyrażeń hebrajskich nie można przetłumaczyć. Jednak sens opowiadania jest następujący: Jakub chce wrócić do domu i prosi Labana o rozwiązanie zobowiązującej przysięgi. Wprawdzie Laban mówi, że Jakub może zażądać zapłaty za swoją służbę i odejść, ale nie jest to takie proste. Późniejsze wydarzenia pokazują to dokładnie. Dla Labana Jakub jest obcokrajowcem bez własnej ziemi, zatem nie może być pełnoprawnym członkiem wspólnoty. Chociaż Jakub może wymagać zapłaty, to według poglądu Labana musi pozostawić swoją żonę i dzieci. Laban wskazuje później na takie prawo, gdy mówi: „Córki są moimi córkami i ich dzieci są moimi dziećmi" (por. Rdz 31,43). Jednakże Jakub uważa, że jako krewny Labana ma inne prawa niż jakiś obcokrajowiec. Pomimo to nie żąda żadnej określonej zapłaty, lecz gotów jest dalej pracować jako pasterz, jeśli tylko będzie mógł zatrzymać część przydzielonych mu zwierząt. Stada nierogacizny składają się głównie z jednobarwnych (białych) owiec i również głównie z jednobarwnych (czarno-brązowych) kóz. O wiele rzadsze są zwierzęta nakrapiane albo w pasy. Jakub proponuje Labanowi oddzielić od stada wielobarwne zwierzęta, a to co okaże się później nakrapiane lub w pasy w jednobarwnym stadzie, będzie należało do niego. Oboje zawierają taką umowę, godząc się na powyższe warunki. Dla opowiadającego istotne jest, by pokazać, że Jakub jest w dalszym ciągu przebiegłym człowiekiem i że tym razem samemu Labanowi nie udało się przeniknąć jego planów. Tak zinterpretowałbym tę opowieść: obietnica, że Bóg uczyni z Abrahama wielki naród, spełniła się w postaci licznego potomstwa Jakuba. Działanie błogosławieństwa przejawia się również w tym, że Jakub staje się bogaty, chociaż zaczął od służby u Labana. W tych zewnętrznych okolicznościach ukazuje się kierownictwo Boga. Opatrzność Boża będzie widoczna i w tym opowiadaniu i dotyczyć będzie głównie dzieci. Opowiadanie W mieście Charan, tam gdzie stał dawniej tylko dom hodowcy owiec - Labana, teraz stoi ich wiele. W starym domu ciągle jeszcze mieszka Laban. W międzyczasie jego córki i synowie zawarli małżeństwa. Na świat przyszły dzieci, Laban stał się dziadkiem. Dla tak wielu ludzi nie było już miejsca w starym domu, dlatego Laban zbudował najpierw drugi, potem trzeci, a w końcu jeszcze czwarty dom. Kazał także powiększyć magazyny, dziedziniec i wybudować nowy mur wokół wszystkiego. Teraz dwór Labana wygląda prawie jak mała ufortyfikowana wieś. W jednym z tych domów mieszkają Jakub, Lea i Rachela. Jakub jest u Labana już prawie dwadzieścia lat, a jego żony urodziły mu dwanaścioro dzieci. Najstarszy chłopak ma na imię Ruben. Ma dwanaście lat i jest już silny i dzielny. Wcześnie rano wychodzi na pastwisko z owcami swojego dziadka. Najczęściej zabiera ze sobą swoich braci: Symeona, Lewiego i Judę, którzy są trochę od niego młodsi. — Czy możemy także pójść z tobą? — błagają dziesięcioletni Dan i ośmioletni Neftali. Dziadek podarował im osła i jeżeli Ruben pozwoli, pojadą z nim na pastwisko. Gdy już przybyli na pastwisko i owce zaczęły skubać trawę, Ruben uczy braci dawnych zabaw pasterzy - mocowania się i walczenia przy pomocy laski pasterskiej. Często palcami sprawdza ich mięśnie ramion. Potem zwykle mówi do Dana i Neftalego: —Nie macie jeszcze żadnych prawdziwych mięśni. Jesteście jeszcze dzieciakami. Za dużo jeździcie na ośle zamiast chodzić na nogach. Pasterze muszą być silni i zahartowani, aby mogli walczyć z dzikimi zwierzętami i rabusiami. Czasem Ruben odcina grubą gałąź od krzewu, wyciąga z niej rdzeń i robi flet. Uczy braci starych tańców i pieśni pasterskich. Młodszemu rodzeństwu nie wolno jeszcze wychodzić na pastwisko, ale pomagają matkom i służącym przy pracy w domu. Gad i Aser każdego ranka i wieczoru chodzą po wodę do studni przed miastem. Kamienne schody prowadzą do źródła na dole. U góry przy schodach siedzą trzej pasterze. Przez cały dzień patrzą przed siebie głupkowato. Są zbyt starzy, żeby jeszcze iść z owcami na pastwisko. Jeden z nich ma okrągłą czerwoną twarz i podwójny podbródek. Kiedy przychodzą Gad i Aser, a on akurat nie śpi, za każdym razem woła: — Tu przychodzą dzieci Jakuba! Pokażcie swoje muskuły! Czy już jesteście tacy silni jak wasz ojciec? Kiedy przed wielu laty przyszedł do Charanu, zupełnie sam odsunął ten kamień od studni, tam na górze! Stary pasterz pokazuje w dal. — A tam przy tej studni — mówi — wasza babcia Rebeka poiła wielbłądy, kiedy sługa szukał żony dla Izaaka. Gad i Aser słuchają pasterza, chociaż zawsze opowiada im tę samą historię. Issachar i Zabulon są jeszcze za mali, żeby pójść do studni, ale i oni mogą być pożyteczni - przędą wełnę w domu. Zręcznie obracają wrzeciono swoimi małymi rękami. Najmłodsze z dzieci - siostrzyczka Dina i trzyletni Józef czołgają się wokół po dziedzińcu i bawią się kamieniami. — Kamienie to są owce! — mówi Dina do Józefa. — Czarne kamienie to czarne owce. Są twoje. Białe kamienie to białe owce. One należą do mnie. — Wszystkie owce należą do dziadka! — woła jakiś głos. To Laban. Wyszedł akurat ze swojego domu na dziedziniec, na którym bawią się dzieci. — Dziadzio! — woła Dina i rzuca się w ramiona Labanowi. Laban podrzuca ją w górę. Pozwala, żeby opadła i znów ją podrzuca. Dina aż piszczy z radości. — Mnie też rzuć w powietrze! — woła Józef i idzie do dziadka, kołysząc się na swoich krótkich nogach. Laban trzyma ręce za plecami. — Coś ci przyniosłem, Józefie — mówi. — Którą rękę wybierasz? Józef zna tę zabawę. Jeżeli mówi: „Ta ręka tutaj!" - to jest ona pusta. A kiedy mówi: „Ta druga ręka!" - to jest ona także pusta, ponieważ dziadek to, co trzyma w ręku za plecami, zawsze szybko przekłada do drugiej ręki. — Ta i ta! — woła Józef i pokazuje na obie ręce. Ktoś się śmieje pod drzwiami. To Jakub. Podchodzi do Józefa i gładzi go po głowie. — Jesteś przebiegłym chłopcem Józefie — mówi. — Dokładnie tak, jak twój dziadek! — Albo jak twój ojciec — odpowiada Laban śmiejąc się, po czym otwiera dłonie i wsuwa po daktylu do ust Dinie i Józefowi. — Chodź, Labanie — mówi Jakub. — Siądziemy sobie tu przy kamiennym stole w cieniu domu! Idzie do domu i wraca z placuszkami i talerzem pełnym oliwek. Mężczyźni jedzą. Patrzą na Dinę i Józefa, którzy znów bawią się kamyczkami. — Masz wspaniałe dzieci — mówi Laban. — Wszystkie są zdrowe — odpowiada Jakub. — Bóg mi pobłogosławił. — Czy jeszcze pamiętasz — mówi Jakub — jak przyszedłeś do mnie przed wielu laty? Gdy cię zapytałem, jak długo chcesz zostać u mnie, czy wiesz, co odpowiedziałeś? „Kilka miesięcy!" powiedziałeś. „Albo może rok". A teraz z tego roku zrobiło się prawie dwadzieścia lat. Jakub kiwa głową. — W ostatnim czasie dużo myślę o domu — mówi. — Czasem śni mi się w nocy miasto namiotów i namiot mojego ojca. Widzę go, jak leży na swoich poduszkach. Widzę też matkę z jej czarnymi warkoczami. I widzę Ezawa, jak łapie mysz przed namiotem. Czy Ezaw jeszcze ciągle mieszka we wsi namiotów i czy ciągle jeszcze gniewa się na mnie? Jakub wstaje. Idzie do bramy dziedzińca i patrzy w dal. — Chciałbym znów wrócić do domu — mówi do Labana. — Pozwól mi, żebym z Leą i Rachelą i moimi dziećmi udał się do Kanaanu. Już długo ci służyłem. — Nie mogę cię zmuszać, byś pozostał tu na zawsze — mówi Laban. — Odkąd jesteś u mnie, Bóg mi błogosławił. Już wcześniej byłem tu najbogatszym hodowcą bydła, ale teraz mam tak wiele owiec i kóz, tak wiele wołów i wielbłądów i tak dużo złota i srebra, jak nigdy dotąd. Dlatego ty także zasłużyłeś na nagrodę. Powiedz mi, co mam ci dać! — Dałeś mi już Leę i Rachelę; wszyscy też dostaliśmy od ciebie jedzenie i ubranie — odpowiada Jakub. — Ale ja chcę ci dać nagrodę — obstaje przy swoim Laban. Jakub zastanawia się. — Dobrze — mówi. — Zostanę u ciebie jeszcze około roku. Wszystkie owce i kozy, które się urodzą w tym czasie i będą miały białą wełnę, powinny należeć do ciebie. Ale wszystkie owce i kozy, które urodzą się w tym czasie i będą miały wełnę w kropki lub pasy, mają należeć do mnie. Laban chciał się głośno roześmiać, ale nie pokazał tego po sobie. „Kropkowane i pasiaste owce czy kozy zdarzają się przecież bardzo rzadko — myśli. — Ale dla mnie to same korzyści". — Zgadzam się — mówi głośno. Obaj mężczyźni podają sobie ręce. Potem Laban biegnie do swoich synów tak szybko, ile sił w nogach. — Ten Jakub jest już u nas dwadzieścia lat — mówi. — Ale nie zna się w ogóle na hodowli zwierząt. Opowiada im, jak postąpił z Jakubem. Wszyscy śmieją się na całe gardło z głupoty Jakuba. Ale kilka miesięcy później już się nie śmieją. Laban wyjeżdża na swoim ośle, żeby policzyć owce i kozy. Gdy dochodzi do Jakuba, dziwi się - gdziekolwiek spojrzy, widzi młode owce: czarne, pasiaste i kropkowane. Laban zaczyna liczyć: — Raz, dwa... cztery... sześć... dziesięć... Liczy przez kwadrans. Liczy pół godziny. Liczy godzinę. Pot spływa mu z czoła. Wreszcie zakończył. — Prawie czterysta owiec i kóz należy do Jakuba! — mruczy. — A do kogo należą tamte wielbłądy i bydlęta? — pyta jednego z pasterzy. — One należą do mojego pana, Jakuba! — mówi pasterz. — On wymienił owce i kozy na wielbłądy i bydlęta. Laban wskakuje na swojego osła i jedzie do domu. — Jak mu się to udało zrobić? — pyta synów. — On dokupił do naszych białych owiec - czarne, a do naszych ciemnobrązowych kóz - kilka białych — mówi jeden z synów. — I właśnie potem młode stały się nakrapiane i cętkowane. Jednak Jakub zna się trochę na hodowli bydła. — To nie zawsze się udaje — mówi Laban. — Ale Jakubowi wszystko się udaje. To jak czary. — Może jego Bóg jest potężniejszy niż nasz bóg domowy — mówi jeden z synów. — Coś takiego! — krzyczy Laban. Jeszcze długo urąga głośno, a w jego sercu jest ciemno z zazdrości i zawiści. opr. mg/mg Opis Księgi Rodzaju, jak to Rebeka i Jakub podstępem zdobyli błogosławieństwo Izaaka, w każdym kolejnym pokoleniu budzi niepokój wielu wrażliwych moralnie ludzi (Rdz 27). Ktoś mi kiedyś napisał, że po usłyszeniu tej opowieści poczuł głębokie pragnienie odejścia od Boga: "Z trudem to uczucie w sobie stłumiłam. Jednak rana po tym przeżyciu została. W moim odczuciu, jest to fundament wszelkiego sensu i podstawowa orientacja w naszym życiu, że tylko Bóg jest Prawdą. Nie umiałabym wierzyć w Boga innego. Przecież wiara to znaczy: stanąć w prawdzie serca przed Bogiem!" "Dlatego nie rozumiem - pisze dalej ta kobieta - dlaczego w Piśmie Świętym nie padło ani jedno słowo potępiające uczynek Rebeki i Jakuba. A Jakub miał nawet czelność posłużyć się imieniem Boga dla ukrycia swego podstępu. Kiedy go Izaak zapytał: Jakże tak szybko mogłeś coś upolować, synu mój?, on nie mrugnąwszy okiem odpowiedział: Pan, Bóg twój, sprawił, że tak mi się właśnie zdarzyło. Przecież Jakub nie był dzieckiem wtedy, lecz dojrzałym mężczyzną. Jak to możliwe, że Bóg, który jest Prawdą, uznał błogosławieństwo wyłudzone podstępem i fałszywym wzywaniem Jego imienia?" Otóż wielki to dar Boży, że ktoś jasno odczuwa to, co można by nazwać świętością prawdy i bezbożnością kłamstwa. Intuicję tę znajdziemy w Piśmie Świętym po wielekroć. ,,Wstrętne dla Pana są usta kłamliwe - powiada Księga Przysłów - lecz w prawdomównych ma upodobanie" (Prz 12,22). ,,Bądźcie prawdomówni wobec bliźnich. - czytamy z kolei w Księdze Zachariasza (8,16n) - Nie knujcie w sercu zła względem bliźnich, nie przysięgajcie fałszywie, gdyż tego wszystkiego nienawidzę." Jakby wywietrzała z naszej współczesnej świadomości nienawiść kłamstwa, odruch spontanicznego wstrętu wobec posługiwania się kłamstwem. Zadowalamy się ogólnym uznaniem, że kłamstwo jest czymś złym. Ten brak negatywnych emocji w stosunku do kłamstwa wyjaśnia trochę, dlaczego kłamiemy całkiem niemało, choć uważamy kłamstwo za coś złego. Próbujemy się tylko usprawiedliwiać, że nasze kłamstwa są podobno nieszkodliwe (a przecież nawet jeśli jakieś kłamstwo nikomu nie szkodzi bezpośrednio, niestety, chcemy tego czy nie chcemy, wpływa negatywnie na poziom wzajemnego zaufania). Odczuwanie instynktownego wstrętu do kłamstwa bardzo trafnie odnotował kiedyś Joseph Conrad w Jądrze ciemności: ,,Wiecie, że nienawidzę, nie cierpię, nie znoszę kłamstwa, nie dlatego, abym był bardziej prawy od reszty ludzi, ale po prostu dlatego, że kłamstwo mnie przeraża. Ma na sobie znamię śmierci, jakąś cechę śmiertelności - która jest właśnie tym, czego nienawidzę i nie cierpię - o czym pragnę zapomnieć. Gdy stykam się z kłamstwem, czuję się fatalnie i robi mi się mdło, zupełnie jakbym wziął do ust coś zgniłego." Dopiero w perspektywie tej intuicji można zrozumieć tajemnicze stwierdzenia Pisma Świętego, że kłamstwo jest czymś gorszym niż złodziejstwo i w gruncie rzeczy dorównuje swoją niegodziwością morderstwu. ,,Lepszy złodziej niż ten, co stale kłamstwem się posługuje, obydwaj zaś zgubę odziedziczą w spadku" (Syr 20,25). Drugie z wymienionych twierdzeń, stawiając kłamstwo i podstęp obok morderstwa, szokuje nas jeszcze bardziej: "Nienawidzisz wszystkich złoczyńców, zsyłasz zgubę na wszystkich, co mówią kłamliwie. Człowiekiem krwawym i podstępnym brzydzi się Pan" (Ps 5,7). Jakieś światło na tak surowy osąd kłamstwa rzuca Księga Mądrości, która nazywa je zabójstwem duszy: "Usta kłamliwe zabijają duszę" (Mdr 1,11). Szatana, który jest ,,kłamcą i ojcem kłamstwa", zgodnie z tą logiką Pan Jezus nazywa zabójcą: ,,Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma" (J 8,44). W ogóle Pan Jezus nie pozostawia cienia wątpliwości co do tego, że brzydzi się najmniejszym nawet pomieszaniem prawdy z kłamstwem: ,,Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi" (Mt 5,37). Toteż ktoś uważnie słuchający słowa Bożego nie będzie zaskoczony, kiedy usłyszy, że na zewnątrz Miasta Bożego znajdzie się, oprócz innych niegodziwców, ,,każdy, kto kłamstwo kocha i nim żyje" (Ap 22,15). To właśnie dlatego taki niepokój budzi w nas opowieść o wyłudzeniu błogosławieństwa przez Rebekę i Izaaka. Jak to możliwe - pytamy zgorszeni - że Bóg takie błogosławieństwo uznał i potwierdził? Otóż sądzę, że wystarczy spokojnie wczytać się w całość tej historii, żeby niepokoje się rozwiały i żeby człowieka ogarnęła chęć wysławiania Boga za to, że nie tylko jest prawdomówny i kocha prawdę, ale że jest również Bogiem wiernym i miłosiernym. Zauważmy bowiem, że na całość tej historii składa się nie tylko podstępne wyłudzenie błogosławieństwa, ale zarówno te wydarzenia, które je przygotowały, jak te, które z niego wynikły. Trzy wydarzenia wcześniejsze rzucają istotne światło na cały ten opis. Po pierwsze, Bóg wybrał sobie Jakuba na dziedzica obietnic danych Abrahamowi, kiedy ten był jeszcze w łonie matki (Rdz 25,22-24). Później Apostoł Paweł tak o tym napisze: "Bliźnięta jeszcze się nie urodziły ani nic dobrego czy złego nie uczyniły - aby niewzruszone pozostało postanowienie Boże, powzięte na zasadzie wolnego wyboru, zależne nie od uczynków, ale od woli powołującego - powiedziano ich matce, Rebece: "starszy będzie służył młodszemu" (Rz 9,11n). Po wtóre, z opisu biblijnego wynika jednoznacznie, że Ezaw mało przejmował się Bożymi obietnicami, jakie otrzymali jego dziadek Abraham i ojciec lzaak, a mówiąc inaczej, nie był człowiekiem pobożnym. Dowiadujemy się o tym z historii o zlekceważeniu przez Ezawa przywileju pierworództwa w obliczu miski soczewicy (Rdz 25,29-34). Wreszcie po trzecie, swój brak pobożności Ezaw potwierdził małżeństwem z dwiema pogankami, które ,,były powodem zgryzoty Izaaka i Rebeki" (Rdz 26,35). Mamy w Nowym Testamencie zapis, że dla pierwszych chrześcijan Ezaw był odstraszającym przykładem, przywoływanym w momencie pokus w wierze: "Oby wśród was nie znalazł się jakiś rozpustnik i bezbożnik jak Ezaw, który za jedną potrawę sprzedał swoje pierworództwo. A wiecie, że później, gdy chciał otrzymać błogosławieństwo, został odrzucony, nie znalazł bowiem miejsca na nawrócenie, choć go szukał ze łzami" (Hbr 12,16n). Czyżby więc te trzy wydarzenia usprawiedliwiały podstęp ze strony Rebeki i Jakuba? Nic podobnego! Dopuścili się oni pożałowania godnego oszustwa. Uwierzywszy Bogu, że Jego obietnica spoczęła na Jakubie, nie potrafili Mu uwierzyć, że On z pewnością znajdzie jakiś sposób na wywiązywanie się z niej. Postanowili Go w tym ,,wyręczyć i swoją wiarę w Boga zmieszali ze swoją ciemną wiarą, jakoby dobry cel mógł uświęcić niegodziwe środki". Jakub tylko tyle ,,zyskał dzięki swojemu oszustwu, że błogosławieństwo, które z pewnością by otrzymał na drodze uczciwej - bo sam Bóg by się o to zatroszczył - wyłudził posługując się krętactwem". Odmierzono mu zresztą dokładnie taką miarą, jaką on zastosował. Podstępne podsunięcie mu za żonę Lei zamiast Racheli (Rdz 29,21-29) było w gruncie rzeczy kopią tego podstępu, jaki on zastosował, wyłudzając błogosławieństwo od swego ojca. Zatem to jednak nie jest tak, że w biblijnych dziejach Jakuba brak nawet jednego słowa potępiającego uczynek Rebeki i Jakuba. Przecież nawet tylko z literackiego punktu widzenia, niefortunny ożenek Jakuba jest rachunkiem, jaki przyszło mu zapłacić za wyłudzenie błogosławieństwa. Później prorocy nieraz wypominali Izraelitom ten podstęp, którym zgrzeszył ich praojciec, a logika ich argumentacji miała postać następującą: nie naśladujmy podstępów naszego praojca, ale zwyczajnie wejdźmy na prostą drogę Bożych przykazań (Oz 12,4; Iz 43,27). Jeszcze jedno pytanie stoi przed nami: Dlaczego Bóg uznał błogosławieństwo udzielone Jakubowi w tak pożałowania godnych okolicznościach? Zamiast odpowiedzi, postawię parę pytań retorycznych: Dlaczego Bóg nie odwróci się od nas ze wstrętem, kiedy grzechami ciężkimi depczemy udzieloną nam na chrzcie godność Jego dzieci, tylko cierpliwie chce łaskę chrztu w nas ożywić? Dlaczego Bóg nie zraża się do małżonków, którzy przystępowali do ślubu z bardzo małą wiarą, tylko czeka, aż się do Niego nawrócą, ażeby mógł ich wreszcie obsypać obfitością łask, wypływających z sakramentu małżeństwa? Dlaczego Pan nasz, Jezus Chrystus, z całą pokorą i miłością zstępuje na ołtarz, aby być obecnym pod postaciami chleba i wina, nawet wówczas, kiedy mszę świętą odprawia kapłan niegodny? Krótko mówiąc: radujmy się i uwielbiajmy Boga! Bo jest On Bogiem wiernym i miłosiernym, a Jego miłość do nas jest niewyobrażalnie większa niż nasze grzechy! opr. aw/aw Werner Laubi Opowiadania Biblijne © Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo „JEDNOŚĆ", Kielce 2005 ISBN 83-7224-973-3 Lea i Rachela Rdz 29,1-30 Uwagi wstępne Według hebrajskiego prawa dotyczącego małżeństwa i rodziny, mężczyzna zdobywał swoje żony przez ich kupno. Małżeństwo poprzedzały zaręczyny. „Zaręczyć się z kobietą" znaczyło: przez zapłacenie moharu (po hebrajsku „mohar" - kupować, wymieniać, nabywać) pozyskiwać prawo do kobiety. Wysokość moharu powinna była (wg Pwt 22,29) wynosić około 50 łutów srebra (725 gramów). Dla porównania: roczna płaca kapłana wynosiła (wg Sdz 17,10), z wyżywieniem i ubraniem, 10 łutów srebra (145 gramów), a za kawałek ziemi Machpela obok Hebronu Abraham zapłacił Efronowi 4,78 kg srebra. Zamiast pieniędzmi lub ziemiopłodami narzeczony mógł zapłacić także usługami, na przykład czynami walecznymi (1Sm 17,25!) lub jak Jakub starający się o Rachelę, służąc siedem lat u jej ojca, co stanowiło równowartość wyżej wymienionej sumy. Z czasem mohar stracił swoje znaczenie jako cena kupna i stał się prezentem ślubnym dla narzeczonej. W każdym razie Rachela i Lea miały za złe ojcu, że dochód z pracy Jakuba przywłaszczył sobie, a im nic nie dał (Rdz 31,14 n). Później okazało się, że Laban nie rozumiał jednak usług Jakuba jako mohar, gdyż uważał swoje córki i wnuczęta za swoją własność. Imię Lea znaczy prawdopodobnie „krowa", zaś Rachela - „owca maciorka". Przyjmuje się, że te imiona przechowują wspomnienie związane z historią kultury: plemiona wywodzące się od Lei były dłużej w Palestynie i już po pewnym czasie przeszły do hodowli bydła, gdy tymczasem te pochodzące od Racheli zajmowały się jeszcze hodowlą owiec. Podsunięcie Lei Jakubowi (zakaz poślubienia dwóch sióstr w Kpł 18,18n pochodzi przypuszczalnie z późniejszego czasu!) było potwornym czynem Labana. Można sobie wyobrazić śmiech całej rodziny, parobków i służących oraz ich złośliwe wypowiedzi rankiem po weselu! Trudno też uwierzyć, że Jakub nie zauważył zamiany aż do następnego dnia! Ale opowiadanie chce wyrazić o wiele więcej niż to, co widoczne - przebiegły, bardzo przebiegły Jakub znalazł wreszcie swojego mistrza w postaci Labana. Jednak nawet tym oszustwem kieruje przeznaczenie pochodzące od Boga: bez Lei nie byłoby żadnego Rubena, Lewi, Judy, a bez nich żadnego Mojżesza i Dawida. Patrząc z punktu widzenia Nowego Testamentu, musimy też powiedzieć - żadnego Jezusa z Nazaretu. Opowiadanie Już z daleka Jakub słyszy beczenie owiec, ale widzi zwierzęta dopiero wtedy, gdy dochodzi do zakrętu drogi. Stoją zwarte obok siebie na dużym placu. Plac jest twardy i zakurzony. Wcześniej może rosła tu trawa, ale ponieważ ciągle stały tu owce, darń obumarła. Pośrodku placu leży duży kamień. O cienistą stronę kamienia opierają się trzej pasterze i gapią się głupkowato. Gdy Jakub dochodzi do placu, widzi, że kamień leży nad otworem. Za kamieniem jest drewniana rynna wodopoju. Teraz Jakub wie, że jest tu zakopana w ziemi studnia i że pasterze przyszli tu, żeby napoić owce. — Hej! — woła Jakub. — Skąd jesteście? Trzej pasterze podnoszą głowy i ze zdziwieniem patrzą na Jakuba zaspanymi oczami. Jeden z nich - o okrągłej czerwonej głowie i podbródku - pokazuje palcem na miasto i mówi: — My jesteśmy z Charanu, a skądże by? A skąd ty przychodzisz? — Z Kanaanu — odpowiada Jakub. — Idę do mojego wujka Labana. Znacie go? — Labana? Zna go każdy w Charanie — mówią pasterze jednocześnie. — Czy dobrze mu się powodzi? — chce wiedzieć Jakub. — Czy dobrze mu się powodzi! Laban jest najbogatszym człowiekiem jak okiem sięgnąć. Ma najładniejsze owce i kozy oraz najwięcej sług i służących. Ma wielbłądy, bydło, srebro i złoto. Także dwie córki, z których młodsza - Rachela jest najładniejszą dziewczyną w całej okolicy. Z miejsca bym się z nią ożenił! — Ale ona na pewno nie wyszłaby za ciebie — mówi drugi pasterz i wszyscy trzej śmieją się. — Dlaczego nie odsuniecie kamienia, żeby dać pić waszym owcom? — chce wiedzieć Jakub. — Tego nam nie wolno — mówi pasterz z podbródkiem. — Musimy czekać do zachodu słońca, aż wszyscy pasterze z okolicy ze stadami przyjdą tutaj do wodopoju. Dopiero wtedy można odsunąć kamień. — Ale jest jeszcze daleko do wieczoru — odpowiada Jakub. — Słońce stoi jeszcze wysoko na niebie. Można by przecież dać wody owcom, a potem znów pójść na pastwisko! — Nie mieszaj się w nasze sprawy! — mówi pasterz z podbródkiem i jego oczy iskrzą się ze złości. — Od najdawniejszych czasów istnieje prawo mówiące o tym, że wolno odsunąć kamień dopiero, gdy są tu wszyscy. Jakub chce już odejść, wtedy jeden z pasterzy pokazuje w dal i woła: — Patrz! Tam idzie Rachela! Młoda dziewczyna pędzi stado owiec po równinie. Ma ciemnobrązowe loki, jej policzki są różowe, a zęby śnieżnobiałe. Gdy dochodzi do kamienia, ujmuje się rękami pod boki ze złością i patrzy na trzech pasterzy. — Znów nie odsunęliście kamienia, wy leniuchy! — woła. — Kiedy się złościsz, jesteś jeszcze ładniejsza niż zwykle! — mówi pasterz z podbródkiem i wszyscy trzej śmieją się. Oczy Racheli iskrzą się z gniewu. — Odsuńcie kamień! — rozkazuje. — Prawo zabrania tego, moja droga — mówi pasterz. — Można dopiero wtedy odsuwać kamień, gdy są tutaj wszyscy pasterze ze swoimi stadami. — Prawo! Prawo! — woła Rachela. — Nie prawo zabrania tego, ale wasze lenistwo! Chcecie tylko siedzieć w cieniu aż do wieczoru, zamiast paść owce. Gdybym była mężczyzną, odsunęłabym kamień spoza waszych pleców, byście wpadli do wody! — Gdybym była mężczyzną! — przekomarza się pasterz. — Ale nie jesteś mężczyzną. Jesteś tylko małą dziewczynką, nie masz w ogóle nic do powiedzenia! — Ja odsunę kamień! — Jakub rzuca na ziemię swoje zawiniątko. Rachela wpatruje się w cudzoziemca. — Kim ty jesteś? — pyta. Jakub nie odpowiada. Uśmiecha się do Racheli i podchodzi do kamienia. — Słuchajcie blagiera! — woła pasterz z podbródkiem. — My w trójkę z trudem poruszamy kamień z miejsca, a on chce to sam zrobić? Jakub opiera się o kamień. Jego głowa staje się czerwona z wysiłku, mięśnie napinają się. Rachela przestępuje z nogi na nogę z irytacji. Wtedy kamień porusza się. Trzej pasterze podskakują. Urągają. Zaciskają pięści. Jakuba to nic nie obchodzi. Kamień toczy się na bok. Koło studni leży skórzany worek. Jest przymocowany do długiej liny. Jakub rzuca worek do studni. Worek napełnia się wodą. Jakub wyciąga go jednym ruchem ręki i wlewa wodę do rynny wodopoju. Owce pchają się do rynny i piją. Rachela śmieje się. W jej policzkach robią się dwa dołeczki. — Ale ty jesteś mocny! — woła do Jakuba. — Kim ty jesteś? Wtedy Jakub podchodzi do Racheli i obejmuje ją. — Jestem Jakub! Syn Izaaka i Rebeki! Rebeka jest siostrą twojego ojca! Jakub całuje Rachelę prosto w usta. Policzki Racheli stają się bardziej czerwone. Odrywa się od Jakuba i odbiega. Jakub spędza owce i rusza w drogę do miasta. Po krótkim czasie wychodzi mu naprzeciw jakiś mężczyzna. Jest mały i silny. Jego oczy przebiegle patrzą na świat. Na głowie nosi białą chustkę przeciw słońcu. Mężczyzna spieszy do Jakuba i obejmuje go. — Witaj Jakubie! — mówi. — Jestem twoim wujem Labanem. Co sprowadza cię do nas? Prawdopodobnie nic złego! Popatrz, tam jest mój dom! Chodź i odpocznij u nas! Laban bierze Jakuba za rękę i prowadzi go ze sobą. Dom Labana stoi poza murami miasta. Jest podobny do domu, w którym przed wielu laty mieszkał już Eliezer. Dom zbudowany jest z nie wypalonych cegieł. Ma płaski dach i duży dziedziniec, z którego na dach prowadzą schody przy zewnętrznej ścianie. Wokół dziedzińca ciągnie się mur z kamienia. Na dziedzińcu stoi wielu ludzi: żona Labana, jego synowie i córki, a także kilku parobków i służących. Śmieją się, klaszczą w dłonie i ciekawie patrzą na Jakuba. Rachela już wszystko im opowiedziała. Jakub pozdrawia swoją ciotkę, swoich kuzynów i Leę - starszą z dwóch sióstr. Lea jest wyższa, grubsza i bardziej ociężała niż Rachela. Jej oczy nie błyszczą tak jasno, jak oczy jej siostry. — Chodź Jakubie! — mówi Laban. —Chcemy podziękować naszemu bóstwu domowemu, że miałeś taką dobrą podróż. Laban i Jakub idą do domu. Dom ma tylko jeden pojedynczy pokój z małym oknem. W niszy w murze stoi mała postać z drzewa przedstawiająca mężczyznę. — To jest nasze bóstwo domowe — informuje Laban. Wylewa trochę oliwy na figurę, po czym klęka na ziemi. Jakub robi to samo. Laban modli się: — Dziękuję ci boże mojego domu i mojej rodziny, że towarzyszyłeś Jakubowi w jego podróży i że nie stało się mu nic złego. Pobłogosław jego i nas wszystkich. Amen. — Chciałbym też jeszcze podziękować mojemu Bogu — mówi Jakub. — Gdzie go masz? — pyta Laban. — Nie ma żadnej Jego figury — odpowiada Jakub. — Ale On rozmawiał z moim dziadkiem i z moim ojcem. I On rozmawia także ze mną. — Więc my także chcemy podziękować twojemu Bogu — mówi Laban. Jakub modli się: — Dziękuję Ci Boże mojego dziadka Abrahama, że zdrowego doprowadziłeś mnie do wuja. Pobłogosław jego rodzinę i jego trzody. Amen. Laban i Jakub wstają i wychodzą znów na dziedziniec. — Na cześć naszego gościa urządzimy ucztę! — woła Laban. — Wy tam obaj słudzy. Zabijcie pięć owiec! A ty Rachelo możesz razem z Leą upiec chleb! Dziewczyny i słudzy wybiegają pozostali siadają w kręgu na dziedzińcu. Teraz Jakub musi opowiadać o swoim domu. Mówi o Izaaku, Rebece i o swoim bracie Ezawie; opowiada również historię o potrawie z soczewicy i o błogosławieństwie ojca. — Ty jesteś przebiegłym człowiekiem Jakubie — mówi Laban. — Jak długo chcesz u nas pozostać? — Kilka miesięcy. Może rok. Mogę ci pomagać przy pracy. Laban drapie się w czoło. — Jestem najbogatszym hodowcą owiec jak okiem sięgnąć — mówi. — Nikt nie ma tak wielkich trzód jak ja, ale mam o wiele za mało pasterzy dla moich owiec i kóz. Mógłbym dobrze wykorzystać młodego i silnego człowieka, jakim ty jesteś. — Do tego się nadaję — odpowiada Jakub. — W domu też pasłem owce. — Dobrze — mówi Laban. — Jutro wyjdziemy do trzód. Pokażę ci miejsca pastwisk. Wschodzi księżyc. Laban snuje opowieści o przeszłości: — Przed wielu laty nasza cała rodzina mieszkała tu w Charanie -mój pradziadek Terach ze swoimi trzema synami: Abrahamem, Nachorem i Haranem. Haran wcześnie umarł, a pewnego dnia Abraham przeniósł się w inne miejsce. Tylko mój dziadek Nachor pozostał tutaj, mieszkał wtedy tylko w jednym namiocie. Później mój ojciec Betuel wybudował to gospodarstwo, więc mamy solidny, mocny dom. Podczas gdy my mężczyźni spędzamy większość czasu na zewnątrz przy owcach, nasze kobiety sadzą tutaj warzywa i trochę zboża. Jest już późno w nocy, gdy Laban wstaje i mówi: — Koniec na dziś! Jutro musimy wcześnie wstać. Ty Jakubie, możesz spać dziś w nocy na płaskim dachu. Rachela spieszy do domu, po czym wraca ze skórą owcy. — Abyś nie zmarzł, Jakubie! — mówi zawstydzona. Jakub idzie na dach po wąskich schodach. Przykrywa się owczą skórą chociaż nie jest zimno. Zanim zasypia, myśli o Racheli. Następnego ranka wstaje wcześnie. Laban pokazuje mu miejsca pastwisk. Kilka z nich leży przed miastem Charan, inne są daleko. Już dzień później Jakub pasie owce i kozy Labana. Na noc pędzi owce do zagród, gdzie są zabezpieczone przed dzikimi zwierzętami i rabusiami. Teraz Jakub już nie widzi Racheli. Ale w dzień i w noc myśli o niej. Jakub jest już u Labana ponad miesiąc. Pewnego dnia Laban przejeżdża na swoim mule obok Jakuba. Przywozi mu chleb, oliwki, figi i rodzynki dla pasterzy. Liczy owce i kozy, po czym mówi: — Ty jesteś dobrym pasterzem, Jakubie. Żadne zwierzę nie zginęło. Nie chcę żebyś darmo pracował dla mnie. Powiedz mi, co mam ci dać jako zapłatę? Jakub zastanawia się. Wie dokładnie, czego chce, ale przecież nie może tego powiedzieć otwarcie! — Cieszę się, że mogę być u ciebie, Labanie — mówi po chwili. — Ty dajesz mi jedzenie, a poza tym nic więcej właściwie nie potrzebuję. — Ja jednak chcę ci coś dać! — Nie wiem czy...., czy... — twarz Jakuba mocno się czerwieni. — Czy co? — Czy mogę to dostać. — Co? Mówże wreszcie! — Tę... tę... Rachelę! —jąka się Jakub. — Już o tym pomyślałem! — woła Laban. — Już pierwszego wieczoru nie spuszczała z ciebie wzroku. I każdego dnia pyta w domu: „Jak się powodzi Jakubowi? Czy Jakub ma naprawdę dosyć jedzenia? Mam nadzieję, że Jakubowi podoba się u nas!". — Lubię Rachelę — mówi Jakub. — Daj mi ją za żonę, Labanie! Chcę pracować dla ciebie przez siedem lat, jeżeli tylko będę mógł ją poślubić. Laban mruży oczy. — Lepiej będzie, jeśli dam ją tobie za żonę niż jakiemuś obcemu — mówi. — Za siedem lat możesz ją poślubić! Jakub ściska Labana. Tańczy i podskakuje z radości. — Rachela będzie moją żoną! — woła. Siedem lat to długi czas, ale Jakubowi mijają one jak kilka dni, tak bardzo kocha Rachelę. W końcu nadchodzi upragniony dzień wesela. Laban przygotował wielką ucztę, zaprosił wielu pasterzy oraz przyjaciół z Charanu i z okolic miasta. Po jednej stronie dziedzińca siedzą mężczyźni, po drugiej kobiety. Kobiety mają twarze zasłonięte chustami, tylko im oczy wyglądają, ale Jakub poznaje Rachelę. Kiwa w jej kierunku. „Dzisiaj zostanie moją żoną" — myśli. Przez cały dzień mężczyźni jedzą i piją. Muzykanci przygrywają. Wieczorem zapalone zostaje ognisko. Laban przebiegle patrzy na Jakuba. Czasem wydaje się Jakubowi, jak gdyby Laban i jego synowie śmiali się za jego plecami. W końcu Laban mówi do Jakuba: — Teraz idź do domu! Dzisiejsza noc należy do ciebie i twojej żony. Zaraz przyprowadzę ci Rachelę. Jakub idzie do domu. W pokoju jest zupełnie ciemno. Jakub czeka. Otwierają się drzwi... — Tu jest twoja żona! — mówi Laban w ciemności. Jakub obejmuje Rachelę, a Laban wychodzi i zamyka za sobą drzwi. Na dziedzińcu ludzie śpiewają i śmieją się aż do późnej nocy. Jakub budzi się wcześnie rano. Z góry, przez małe okno przy ścianie, padają promienie słońca. — Dzień dobry, Rachelo! — woła Jakub i całuje swoją żonę. Nagle ogarnia go strach. — Ty... jesteś... ty nie jesteś Rachelą! — woła przerażony. — Ty jesteś Lea! Lea śmieje się. — Ja jestem twoją żoną! — mówi. — Ale przecież, ja Rachelę... Naraz otwierają się drzwi i do pokoju wchodzi Laban, głośno się śmiejąc. — Przyprowadziłem ci Leę wczoraj w nocy — mówi. Jakub zrywa się. Jego twarz jest czerwona z gniewu. — Nie za Leę pracowałem — krzyczy — ale za Rachelę. Przez siedem lat! A teraz mnie oszukałeś! — Uspokój się Jakubie! — mówi Laban. — U nas jest zwyczaj, że najpierw wychodzi za mąż starsza siostra, a potem dopiero młodsza. — Nie chcę Lei! — woła Jakub. — Chcę Rachelę! — Możesz mieć za żonę i Rachelę. Już jutro możesz się z nią ożenić, ale wtedy musisz jeszcze raz paść owce przez siedem lat! — Ty oszuście! — mruczy Jakub. Ale ponieważ tak kocha Rachelę, zgadza się. Kilka dni później poślubia ją. I znowu siedem lat, które musi pracować za nią, mijają mu jak kilka dni. opr. mg/mg Mówimy: Izrael, ale nie brak ludzi, którzy powiedzą: Palestyna. Mówimy: Zachodni Brzeg, ale wielu Żydów powie: Judea i Samaria. Jak Ziemia Święta ma się do Ziemi Izraela? Mojżesz patrzył na Ziemię Obiecaną. Przez czterdzieści lat prowadził do niej Izraelitów z niewoli w Egipcie faraonów. Teraz Bóg wezwał go na szczyt góry Nebo. Miał stamtąd popatrzeć na krainę, którą Bóg przyrzekł ojcom narodu żydowskiego: Abrahamowi, Izaakowi, Jakubowi. Ziemię Świętą, Ziemię Izraela. Jerycho, dolina Jordanu – wszystko wydawało się prawie na wyciągnięcie ręki. Ale to nie Mojżesz miał wprowadzić swój lud do tej ziemi. Bóg miał inny plan. Mojżesz był narzędziem w rękach Boga. Wyobraźnię żydowską ukształtowała niezwykła idea, że Bóg może przenikać swą obecnością przestrzeń fizyczną i historię ludzką. Naród Izraela był w tym zakątku Bliskiego Wschodu (jak dziś ten region nazywamy) już w zamierzchłej starożytności. Tworzące go plemiona i klany w XIII w. przed naszą erą ruszyły do ziemi, którą, jak wierzyli Izraelici, obiecał im Bóg. Toczyli o swą siedzibę wojny, ustanawiali własne państwa, rozwijali własną religię i kulturę. Współczesna nauka historyczna i archeologia korygują w niejednym przekazy Biblii i tradycji żydowskiej, ale nigdy nie podważają obecności izraelskiej w dziejach Bliskiego Wschodu. To, że jakaś spłacheć ziemi może być własnością Boga i że Bóg może ją obiecać jakiemuś ludowi – który zresztą też jest tego Boga własnością – wydaje się szokująca. Współcześni ludzie Zachodu nie czują się własnością narodu, państwa czy zorganizowanej religii. Nie do przyjęcia wydaje się im przeświadczenie, że wolę Bożą należy bezwzględnie wcielać w życie, nawet ogniem i mieczem. Ale tak właśnie uważali przez tysiące lat wyznawcy wiary w Jedynego Boga. Skoro jest Bóg, to wszystko wolno w imię Boże. Na tym polegał z jednej strony geniusz religijny monoteizmu, dający mu niesłychaną siłę i żywotność. Lecz z drugiej strony krył się w nim bakcyl totalitarny, popychający do niszczenia tych, którzy nie podzielają naszej wiary. Co Bóg obiecał Abrahamowi? Na oznaczenie krainy, w której uformował się naród żydowski i gdzie na pniu żydowskiej religii powstało chrześcijaństwo, używa się wymiennie określeń Ziemia Święta, Ziemia Obiecana, Ziemia Izraela, Palestyna. O Ziemi Obiecanej usłyszał wpierw Abraham, jeden z patriarchów biblijnych, uważany za ojca założyciela narodu hebrajskiego. Jest o tym mowa w biblijnej Księdze Rodzaju. Abraham mógł żyć już w I połowie XX w. przed Chrystusem. Pochodził z potężnego miasta Ur, którego ruiny są w dzisiejszym Iraku, a które w tamtych czasach należało do kręgu cywilizacji mezopotamskiej, nieznającej monoteizmu. Według Biblii Terach, ojciec Abrahama – a nosił on wtedy imię Abram, to znaczy „mój ojciec [Bóg] wzniosły” – rusza do krainy Kanaan, na zachód od rzeki Jordan. Po drodze umiera. Abram ma w chwili śmierci ojca 75 lat. I wtedy Bóg wezwał go, by kontynuował wędrówkę do ziemi, którą mu ukaże; obiecuje, że „uczyni go wielkim narodem”. Niektórzy żydowscy komentatorzy zaznaczają, że Saraj, żona Abrama, była bezpłodna i Bóg dawał mu do zrozumienia, że powinien iść dalej dla własnego dobra: doczeka się potomstwa, a Bóg nada potomkom Abrama ziemię, do której go wzywa. Abram ruszył więc w dalszą drogę. Współcześni uczeni widzą w tych wędrówkach dowód, że przodkowie narodu żydowskiego byli nomadami, którzy stopniowo przeszli na osiadły tryb życia. Abram dotarł tam, gdzie nie zdołał dotrzeć jego ojciec Terach: do krainy Kananejczyków – Kanaanu. „Twojemu potomstwu oddaję właśnie tę ziemię” – mówi Bóg do Abrama. Ponieważ jednak panował tam głód, Abram wraz z żoną, bratankiem, służbą i dobytkiem powędrował do Egiptu faraonów, by tam przeczekać złe czasy. Żona Abrama trafiła do królewskiego haremu, ale faraon kazał ją oddać, a strażom odstawić małżonków z całym majątkiem do granicy Egiptu; przy czym Abram otrzymał od dworu sowite wynagrodzenie za oddanie rzekomej siostry Saraj faraonowi na nałożnicę. I tak Abram wrócił do ziemi Kanaan, gdzie osiedlił się pod miastem Hebron. Lecz choć posłusznie wypełniał wolę Bożą, Saraj wciąż nie rodziła mu obiecanych przez Boga dzieci. Bóg ponowił swe przymierze ze strapionym Abramem. Ukazał mu się nocą pod postacią dymu i ognia i powiedział: „Twojemu potomstwu dałem tę ziemię od rzeki egipskiej do rzeki Eufrat. Ziemie Kenitów, Kenizytów, Hetytów, Peryzytów, Refaitów, Amorytów, Kanaanitów, Girgaszytów i Jebusytów” (Księga Rodzaju, rozdział 15). Ziemia Obiecana jest tu rozleglejsza niż kraina Kanaan – w różnych miejscach Biblii żydowskiej przyjmuje ona różne kształty geograficzne – jednak ziemia kananejska odpowiada temu, co w Biblii nazywa się Filistią lub Filistineą (od słowa Filistyni, jak tłumaczono na grecki hebrajską nazwę ludu Pelesheth), czyli Palestynę. Nazwa ta, używana powszechnie przez Rzymian i Greków, pogan i chrześcijan, zacznie z czasem oznaczać całą krainę Izraela i Ziemię Świętą. Sędziwy Abram został ojcem, choć dziecka nie urodziła mu Saraj, lecz inna kobieta. Pierworodnego syna Izmaela miał z niewolnicą egipską Hagar. A kiedy dobijał setki, znów ukazał mu się Bóg, obiecując, iż stanie się „ojcem mnóstwa narodów” (to właśnie znaczy imię Abraham). Potwierdził swoje przymierze z Żydami i nakazał, by znakiem tego przymierza było obrzezanie mężczyzn ósmego dnia po urodzeniu. Saraj polecił Abrahamowi nazywać odtąd Sarą i zapewnił, że i ona da mu dziecko. I dała – Izaaka. Choć poligamia była wówczas tolerowana, stosunki Hagar z Saraj układały się tak źle, że Abraham oddalił nałożnicę wraz z synem. Według tradycji Izmael był protoplastą koczowniczych plemion arabskich. Wyłącznym następcą Abrahama miał być Izaak. Syn Izaaka, Jakub, ostatni patriarcha, otrzymał imię Izrael. Dlatego jego dwunastu synów, którzy stali na czele rodów, zwanych pokoleniami, nazywa się synami Izraela. Kiedy Sara umarła, Abraham zakupił od pewnego Hetyty grunt w pobliżu Hebronu, by pochować żonę w znajdującej się tam grocie Makpela. Zakup był jakby przypieczętowaniem przymierza ojca narodu z Bogiem Jedynym (potwierdzonym później przez przymierze z całym narodem żydowskim za pośrednictwem Mojżesza). Po śmierci Abrahama pochowano go obok Sary. Tu spoczęły też prochy ukochanego syna Abrahama Izaaka i jego żony Rebeki, wnuka Abrahama Jakuba i jego żony Lei i ich syna Józefa. Te grobowce patriarchów narodu żydowskiego trwają do dziś, przyciągając pielgrzymki Żydów. Przez długi czas po upadku starożytnego państwa żydowskiego i rozproszeniu Żydów nie mieli oni dostępu do pieczary Makpela. A ci, którzy zostali w Hebronie, byli atakowani i zabijani. Dzielili los Żydów w całej Ziemi Świętej, traktowanych raz lepiej, raz gorzej, ale zwykle jak obywatele niższej kategorii przez kolejnych władców: muzułmanów, krzyżowców, Turków osmańskich, a po ich upadku przez Brytyjczyków. Na podbój Kanaanu Pokolenia Jakubowe dały początek żydowskiemu narodowi Izraela. W tym zbiorowym sensie słowo Izrael oznacza i lud, i formy historyczne państwa żydowskiego. Podbój krainy Kanaan przebiegał stopniowo, na przełomie XIII i XII w. przed Chr., choć biblijna Księga Jozuego przedstawia to przedsięwzięcie jako dzieło tego następcy Mojżesza. To Jozue wprowadził Izraelitów do Ziemi Obiecanej. Z biblijnych ksiąg Liczb i Powtórzonego Prawa wynika, że Bóg nakazał zastępom żydowskim, by wypędziły wszystkich Kananejczyków i zniszczyły ich kult religijny (Kananejczycy byli politeistami) czy wręcz ich wytępiły i obłożyły klątwą. „Ale tak im macie uczynić: ołtarze ich zburzycie, ich stele połamiecie, aszery wytniecie, a posągi spalicie ogniem” (Pwt. 7,5). Na jaką skalę zdobywcy Ziemi Obiecanej wykonali te Boże rozkazy, po prawie trzech tysiącach lat trudno ustalić, ale współcześni bibliści pocieszają, że polecenia te zawierają przede wszystkim treść teologiczną. Nie są pochwałą ludobójstwa i czystek etnicznych, lecz wezwaniem do ścisłego monoteizmu jako osi religijnej i narodowej tożsamości narodowej Izraela. Tysiąc lat przed Chrystusem naród żydowski konsoliduje się pod berłem królów Saula, Dawida i Salomona. Stworzone przez nich państwo rozpada się po śmierci tego ostatniego na mniejsze: judzkie (Juda), ze stolicą w Jerozolimie na południu, i izraelskie, ze stolicą w Samarii na północy. W czasach rzymskich i później Judę zwano Judeą. Mianem wspaniałego niegdyś miasta Samaria określano też owo północne państwo żydowskie powstałe po rozpadzie monarchii Dawidowej. Ale mimo podziału i późniejszych podbojów przez Asyryjczyków i Babilończyków Żydzi zachowują poczucie jedności narodowo-religijnej i ciągłości historycznej. Prowincja Palestyna Najdotkliwszy cios przychodzi w początkach naszej ery. Rzymianie dwukrotnie tłumią żydowskie powstania w I i II w. To wtedy zburzona zostaje Świątynia w Jerozolimie (70 r. – ocaleje tylko mur zachodni, znany w świecie jako Ściana Płaczu – a naród żydowski zostaje wygnany ze swej ziemi i ulega rozproszeniu. Rzymianie posługiwali się nazwą Palestyna na oznaczenie ziemi żydowskiej, między innymi dlatego, by zatrzeć ślad w pamięci po zburzonym państwie judzkim. Ale istniało ono, choć podporządkowane Rzymowi, jeszcze za czasów Heroda Wielkiego. Po jego śmierci (4 r. przed Chr.) królestwo zostało podzielone między trzech synów Heroda, ale rządzili rzymscy prokuratorzy. To na tych terenach powstaje wtedy zalążek chrześcijaństwa. Jezus umiera jeszcze przed zburzeniem Świątyni jerozolimskiej. Ostatni zryw żydowski przeciwko rzymskiej dominacji w 135 r. kończy się okrutnymi prześladowaniami religii i narodu żydowskiego. Cesarz Hadrian zasiedla Jerozolimę ludnością nieżydowską, zakazuje Żydom wstępu do miasta, zmienia jego nazwę na Aelia Capitolina, a w miejscu Świątyni Rzymianie stawiają posąg boga Jupitera i portret cesarza. Przez wieki Żydzi żyjący poza Ziemią Izraela (heb. Erec Jisrael) modlili się o powrót do swej ojczyzny. W starożytności największe skupiska Żydów znajdowały się w Egipcie, później w Mezopotamii, Afryce Północnej, wreszcie w Hiszpanii i zachodniej Europie. W czasach I Rzeczpospolitej najliczniejsza żydowska diaspora mieszkała na ziemiach obecnej Polski, Ukrainy, Białorusi. Ból wygnania i tęsknotę za krajem słychać w biblijnym psalmie: „Płyną rzeki babilońskie, płyną szumią w dal/Wiatr powiewa brzeżną trzciną, nami chwieje żal/Nad wodami my usiedli o chlebie żebraczym/Ziemio święta, matko nasza, kiedyż cię obaczym?/Jeruzalem! Jeruzalem! Biedna ziemio ty!/Gdy twej męce nie poświęcę każdej mojej łzy/Jeśli ciebie nie ogarnę mym synowskim żalem/To mnie przeklnij i zapomnij miasto Jeruzalem!” (przekład poety romantycznego Kornela Ujejskiego). Od XIX w., mimo utrudnień ze strony Osmanów i miejscowej ludności arabskiej, nasila się osadnictwo żydowskie w Ziemi Świętej. Przybysze kierują się pobudkami religijnymi i narodowymi. Potężnym impulsem jest syjonizm (zrodzony w Europie, w diasporze żydowskiej, ruch o charakterze politycznym, którego celem było utworzenie państwa żydowskiego na terenie Palestyny): pod koniec XIX w. żyło tu ok. 25 tys. Żydów, ale u progu II wojny światowej, pod rządami Brytyjczyków sprawujących do 1948 r. mandat Ligi Narodów (prekursora ONZ), proporcje demograficzne były już całkiem inne. Wprawdzie muzułmanów (Arabów) jest wyraźna większość (895 tys.), Żydów jest tu już 399 tys., prawie cztery razy więcej niż chrześcijan (111 tys.). W 126-tysięcznej Jerozolimie mieszkało 77 tys. Żydów, w 100-tysięcznej Hajfie 55 tys., a Tel Awiw był miastem wyłącznie żydowskim (140 tys.). Biblijna Ziemia Obiecana wykracza poza granice współczesnego Izraela. Ale jeśli doliczymy terytoria zajęte przez armię izraelską po wojnie sześciodniowej 1967 r., różnica bardzo maleje. Państwo Izrael zostało proklamowane przez przywódców żydowskich w 1948 r. w Tel Awiwie. Odśpiewano wówczas hymn „Hatikwa” (Nadzieja nasza): „Dopóki w naszych dusz głębinie/Serce żydowskie żywo bije?/Oko ku wschodowi się obraca/i do Syjonu wciąż powraca./Nadzieja nasza nie zginie/Wszak dwa tysiące lat przetrwała/Być narodem wolnym w swej krainie/W kraju Syjonu i Jerozolimy”. Jedna ziemia, dwa narody Wcześniej Organizacja Narodów Zjednoczonych przyjęła projekt utworzenia na terenie Palestyny dwóch państw: żydowskiego i arabskiego (palestyńskiego). Święte miasto trzech religii Jerozolima miało mieć status międzynarodowy, tak aby ich wyznawcy mogli swobodnie praktykować swą wiarę. Plan ONZ przewidywał, że w państwie żydowskim Żydzi będą mieli niewielką przewagę nad Arabami pod względem liczebności (498:407 tys.), w państwie arabskim proporcja miała być zdecydowanie korzystna dla Arabów (725:10 tys.). W Jerozolimie z okolicami ( Betlejem) miało mieszkać 105 tys. Arabów i 100 tys. Żydów. Plan ten poparł ówczesny minister spraw zagranicznych ZSRR Andrzej Gromyko. Prócz Moskwy, za były Polska, USA i Francja, przeciw – 6 państw arabskich i 4 muzułmańskie, w tym Turcja; wstrzymali się Brytyjczycy. Ostatecznie Zgromadzenie Ogólne plan przyjęło, ale nigdy nie wszedł on w życie. Arabowie odrzucili go z punktu. Domagali się utworzenia jednego państwa palestyńskiego, w którym Żydzi byliby mniejszością. Natychmiast po proklamacji Państwa Izrael arabscy sąsiedzi wydali mu wojnę. Jednak Izrael nie tylko obronił się przed atakiem, ale i powiększył swój obszar w stosunku do przewidywanego. Niespełna 20 lat później wybuchła kolejna wojna izraelsko-arabska. To w wyniku owej tzw. wojny sześciodniowej Izrael przyłączył historyczne Stare Miasto – wraz ze Ścianą Płaczu – i wschodnią część Jerozolimy, strategiczne Wzgórza Golan, Zachodni Brzeg, czyli tereny pomiędzy zachodnim brzegiem rzeki Jordan a Izraelem. Izrael przed 1967 r. miał nieco ponad 20 tys. km kw., po wojnie sześciodniowej kontrolował dodatkowe 7,5 tys. km kw., nie licząc zajętych terenów egipskich, z których się stopniowo wycofywał w zamian za układ pokojowy z Kairem. Los tych terytoriów nie jest przesądzony. W przeszłości Izrael wycofał się z rejonu Kanału Sueskiego (1974 r.), półwyspu Synaj (1982 r.), z południowego Libanu (2000 r.), ze Strefy Gazy (2005 r.). Kiedy dochodzi do odprężenia w stosunkach izraelsko-palestyńskich i izraelsko-arabskich, rosną nadzieje na wycofanie się sił izraelskich z Zachodniego Brzegu i utworzenie tam niepodległego państwa palestyńskiego. Ilekroć nadzieje te słabną, umacnia się ekstremizm. Jego pożywką jest nie tylko propaganda antyizraelska, lecz także nierozwiązane problemy, na przykład kwestia obozów dla uchodźców palestyńskich, wylęgarni fanatyzmu islamistycznego, czy kwestia osadnictwa żydowskiego na Zachodnim Brzegu, sprzecznego z prawem międzynarodowym. Palestyńczycy stawiali prawo do powrotu do miejsc, które utracili wskutek ucieczki lub wysiedleń po powstaniu Państwa Izrael, jako warunek trwałego pokoju. Ale i Żydzi uciekali wówczas masowo z krajów arabskich, porzucając mieszkania i dobytek, za który nigdy nie otrzymali odszkodowań. Wkrótce po wojnie 1948 r. państwa arabskie odrzuciły tzw. plan Blandforda, który przewidywał wielomilionową pomoc ONZ na integrację ok. 200 tys. palestyńskich uchodźców; tylko Jordania przyznała im obywatelstwo. Izrael odrzuca domaganie się prawa do zbiorowego powrotu, gdyż napływ setek tysięcy Palestyńczyków musiałby destabilizować kraj. Poeci palestyńscy piszą więc wiersze wyrażające podobną nostalgię jak psalmy biblijne: „Umiłowana Palestyno, jak przeżyję/Z dala od twoich równin, twoich wzgórz?/Twoje osierocone miasta wzywają mnie/Twe wioski z kopułami wzywają mnie” (Abd al-Karim al-Karmi). Ale dla części Żydów oddanie Synaju, którego Biblia nie wymienia jako części Ziemi Obiecanej, to co innego niż wyjście z Judei i Samarii, czyli Zachodniego Brzegu. Dla nich byłaby to zdrada narodowa i religijna. Część Żydów uważa, że mają obowiązek odrodzić tam żydowskie życie. Choć prawo międzynarodowe nie akceptuje zajęcia przez Izrael tych terenów w 1967 r. (tak samo jak ogłoszenia Jerozolimy stolicą państwa), przez wiele lat osiedlali się tam żydowscy koloniści. Dziesiątki tysięcy napływały na Zachodni Brzeg, Wzgórza Golan, Strefę Gazy, a nawet Synaj, wywołując lęk i nienawiść arabskich tubylców. Żydowscy osadnicy byli podzieleni religijnie i politycznie prawie tak samo jak społeczeństwo Izraela, jedno z najbardziej pluralistycznych na świecie, ale łączył ich zapał pionierów. Część z nich żyła w poczuciu wypełniania woli Bożej i ignorowała realia, traktując zajęte tereny jak ziemię żydowską. Dla tej grupy Żydów arabski Nablus na Zachodnim Brzegu to biblijne Sychem (Szechem), miasto związane z patriarchami. Niektórym osadom tych żydowskich fundamentalistów nadawano biblijne, hebrajskie nazwy, jakby historia została cofnięta o ponad dwa tysiące lat i jakby należało oczyścić tę ziemię po profanacji przez obcych niewiernych. W tych środowiskach tworzono ambitne plany całkowitej kolonizacji Zachodniego Brzegu. Ilekroć rząd izraelski usiłował usuwać osadników, ich przywódcy i sympatycy oskarżali państwo Izrael, że postępuje jak Anglicy hamujący napływ żydowskich imigrantów do Palestyny. Jak dramatyczny bywa ów konflikt żydowsko-palestyński, ilustruje choćby Hebron. Miasto znalazło się w granicach Jordanii i było wyłącznie arabskie. Po wojnie sześciodniowej, pod osłoną wojska izraelskiego, odrodziło się tu życie żydowskie. W mieście żyje ok. 160 tys. Arabów i niespełna tysiąc Żydów. Abrahama otaczają religijną czcią i żydzi, i muzułmanie. Jedni i drudzy modlą się u jego grobu, choć oddzielnie. Mimo to dochodzi do masakr. Na przykład w 1980 r. Palestyńczycy zamordowali tu sześciu młodych żydów – uczniów szkoły religijnej. W 1994 r. żydowski osadnik i lekarz Baruch Goldstein zastrzelił w pieczarze Makpel 29 modlących się muzułmanów. Goldstein stał się po śmierci – zginął na miejscu zbrodni z rąk tłumu Arabów – bohaterem dla skrajnych środowisk żydowskich, choć według zeznań jego kolegów lekarzy traktował tak samo zgłaszających się do niego pacjentów Żydów i Palestyńczyków. Jaka więc może być przyszłość Ziemi Obiecanej? Czy doczeka ona kiedyś czasów normalnej koegzystencji narodów żydowskiego i arabskiego? Przed powstaniem Państwa Izrael zdarzały się takie okresy wzajemnej tolerancji i współpracy. Po jego powstaniu zdarzały się momenty nadziei, że będzie to możliwe; także teraz, kiedy Palestyńczycy uzyskają swoje odrębne państwo, którego się domagają, a którego przed ponad pół wiekiem Arabowie nie chcieli. Adam Szostkiewicz For faster navigation, this Iframe is preloading the Wikiwand page for Ruben (postać biblijna). Connected to: {{:: Z Wikipedii, wolnej encyklopedii {{bottomLinkPreText}} {{bottomLinkText}} This page is based on a Wikipedia article written by contributors (read/edit). Text is available under the CC BY-SA license; additional terms may apply. Images, videos and audio are available under their respective licenses. Please click Add in the dialog above Please click Allow in the top-left corner, then click Install Now in the dialog Please click Open in the download dialog, then click Install Please click the "Downloads" icon in the Safari toolbar, open the first download in the list, then click Install {{::$

biblijny syn jakuba i lei