Na letnie campy Fundacji Realu Madryt pozostało już niewiele wolnych miejsc, ale Ci, którzy się pospieszą, mogą wciąż liczyć na wybór pomiędzy każdym z trzech turnusów. Campy startują 29 czerwca. Podczas obozów organizatorzy przewidują wspólne oglądanie i analizowanie meczów rozpoczętych właśnie piłkarskich mistrzostw świata w Brazylii. Za niewiele ponad dwa tygodnie
Szkółka Realu Madryt znów urywa punkty Barcelonie i to na Camp Nou! Brawo! FC Barcelona 0:0 Getafe Pamiętajcie! Każda drużyna przyjeżdżająca na Campo
Szkółka piłkarska Realu Madryt została założona w 1972 roku z myślą o rozwijaniu piłkarskiego potencjału młodych talentów. Od tamtej pory akademia stała się prawdziwą fabryką piłkarskich gwiazd. Klub jest dumni z faktu, że wiele utalentowanych graczy przeszło przez jego szeregi, a niektórzy z nich stali się gwiazdami
W Barcelonie już od dawna mamy inną filozofię, która polega na wynajdowaniu zawodników ze szkółki. Ponadto przeczesywanie rynku transferowego w poszukiwaniu nowych zawodników nic tak naprawdę nie gwarantuje. W tym sezonie na przykład my zdobyliśmy mistrzostwo, a Real Madryt został z niczym. – Szkółka Realu Madryt?
Skorzystaj z największego serwisu ogłoszeniowego w Polsce! Kupuj to, czego pragniesz i sprzedawaj to, czego już nie potrzebujesz! Strój Realu Madryt 176.James.
Krók grał w drużynie Realu Madryt C w 2007 roku, spędził tam rok po czym został przeniesiony do RM B, w którym spędził tyle samo czasu. W 2008 roku przeniósł się do Jagiellonii, gdzie spędził trzy sezony. Gdy grał w Jadze był dwa razy na wypożyczeniu, do Chicago Fire oraz Polonii Bytom. W 2011 roku trafił do Podbeskidzia.
Podczas tego wydarzenia Fundacja oficjalnie ogłosiła powstanie Społecznej Szkoły Sportowej w Ełku. Umowę parafowali, Fundacja Realu Madryt, Salezjańska Prokura Misyjna w Madrycie oraz Towarzystwo Salezjańskie Inspektorat św. Stanisława Kostki w Warszawie, oraz nasz klub, Salezjańska Organizacja Sportowa Stowarzyszenie Lokalne „UKS
hNlNW. SZKÓŁKA PIŁKARSKA STRONA INTERNETOWA ADRES Football Academy Lech Poznań ul. Bułgarska 17, Enea Stadion Red Box Piłkarska Akademia 27a Szkółka Młodego Piłkarza „Wichniarek” boisko „Orlik” przy ul. Przybyszewskiego 30a Akademia Piłkarska Mały Piłkarz Trzy lokalizacje Akademia Piotra Reissa Ul. Źródlana 19/1 Akademia Piłkarska Dębiec Poznań Szkółka piłkarska KS Koziołek Poznań ul. Gdańska 1 Nasza Akademia – Poznań ul. Trybunalskie 17, Os. Piastowskie Akademia Kreatywnego Futbolu ul. Grunwaldzka 222 Szkółka Piłkarska Waldemara Przysiudy UKS Kopernik Poznań
Czy piłkarska szkółka Realu Madryt powstanie w gminie Bełchatów, a młode talenty futbolowe szlifować będą specjaliści z Hiszpanii? Jest na to szansa - wójt Kamil Ładziak omawiał z władzami Fundacji Realu Madryt letnią wymianę młodzieży z gminy Bełchatów i ich hiszpańskich rówieśników. Młodzi piłkarze mogliby poznawać kulturę krajów swoich gospodarzy i trenować na wakacyjnych obozach. Do konkretnych decyzji jeszcze daleko - studzi emocje wójt Ładziak - ale wola współpracy jest po obu stronach, więc jestem dobrej krok zrobiono już kilka miesięcy temu. W lipcu zeszłego roku siedmioro dzieci z terenu gminy Bełchatów wzięło udział w Campie Fundacji Realu Madryt. Do tej pory takie obozy poza Hiszpanią organizowane były tylko w Anglii i właśnie w naszym kraju. W 2012 roku młodzi Polacy mieli okazję sprawdzić swoje umiejętności podczas trzech turnusów: w Gdyni, Piszu i w Tworzyjankach koło Łodzi. To tam trafili następcy Cristiano Ronaldo z gminy Bełchatów. Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Powstaną niedługo w Łodzi na Chojnach i w Aleksandrowie Łodzi działa już jedna Socjalna Szkółka Sportowa Fundacji Realu Madryt. W Szkole Podstawowej nr 64 im. Hansa Christiana Andersena przy ul. Anczyca 6 pod okiem trenerów Fundacji Realu Madryt swoje umiejętności piłkarskie rozwija już 40 dzieci. Ale to nie koniec, bo niedługo szkółki powstaną w Łodzi na Chojnach i w Aleksandrowie Łódzkim, gdzie w ramach fundacji zajęcia poprowadzi klub sportowy Takie szkółki społeczne to szansa dla dzieci z biedniejszych rodzin na oderwanie się sprzed ekranów komputerów albo błąkania się po podwórkach - wyjaśnia Krzysztof Kaźmierczak, szef Fundacji Rozwoju Edukacji i Sportu oraz dyrektor Fundacji Realu Madryt w Polsce. - Dajemy im możliwość trenowania i rozwijania swoich zainteresowań, a także poszerzania wiedzy nie tylko sportowej - lekcjach dzieci uczą się więc też elementów matematyki, chemii czy fizyki. Natomiast wczoraj, 3 grudnia, na dzieci uczące się pod okiem Fundacji Realu Madryt w SP nr 64 czekała niespodzianka. Dostały od św. Mikołaja nowe stroje Planujemy też organizowanie wyjazdów do Madrytu. Uczniowie będą mogli spotkać się z zawodnikami Realu i zobaczyć ich trening. Koszty takich wyjazdów w pełni oczywiście pokrywa klub - podkreśla Realu Madryt to organizacją non profit. Prowadzi działalność w ponad 30 krajach na całym świecie. Jej głównym celem jest niesienie pomocy dzieciom z nizin społecznych przez organizowanie zajęć sportowych: piłkarskich, koszykarskich i tenisowych. Zapewnia im też regularne obozy sportowo-edukacyjne, które cieszą się sporym zainteresowaniem. W treningach mogą brać udział zarówno chłopcy jak i dziewczynki w wieku od 7 do 17 ofertyMateriały promocyjne partnera
Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE SpainKażdego ranka o ósmej rano wraz z kumplami z drużyny przypuszczaliśmy szturm na łazienkę uzbrojeni w prostownice do włosów oraz tubki wosku i żelu. Mniejsi chłopcy przepychali się, walcząc o miejsce bliżej lustra. Szanowaliśmy ustaloną między nami hierarchię, jednak pogoń za pięknem była nie zapomnę mieszanki zapachu przypalonych włosów i porannych kloców, który zalewał mnie, gdy tylko przekroczyłem próg szatni La Fábrica (oficjalnie zwanej Akademią Piłkarską Realu Madryt). Smaczku całej scenie dodawał reggaeton, ryczący z czyjegoś przenośnego radyjka. Byliśmy zgrają dzieciaków i bezmyślnie naśladowaliśmy naszych metroseksualnych idoli – jakby to miało pomóc nam powtórzyć ich sukcesy. Niektórzy z nas zarabiali więcej od swoich rodziców. Wszyscy zaś ciężko pracowaliśmy, choć ciężko powiedzieć, na co. Trening w szkółce Realu to oczywiście zaszczyt. Było to też jedno z najtrudniejszych doświadczeń w moim dołączyłem do drużyny, mieszkałem z rodzicami na Teneryfie i grałem w barwach lokalnego U. D. Orotava. Któregoś dnia wpadłem w oko łowcom talentów z AC Milan i zostałem zaproszony do udziału w turniejach w ich szkółce w hiszpańskiej Avilii. Podczas jednej z rozgrywek zwróciłem na siebie uwagę przedstawiciela Realu. Nie minęło dużo czasu, nim wraz z rodzicami znalazłem się w Ciudad Real Madrid (Miasteczku Realu Madryt – to nazwa ośrodka treningowego), gdzie otrzymałem propozycję kontraktu. W sezonie 2008-09 władze klubu pokrywały wszystkie koszty – lot z Teneryfy do Madrytu, wydatki związane z przeprowadzką, czesne i czynsz. Zaoferowali mi również 200 euro miesięcznego dodatku. Zgodziłem się. Byłem piętnastolatkiem, który właśnie miał zacząć trening w jednej z najlepszych akademii piłkarskich nie tylko w Hiszpanii, ale na całym świecie. Moja przyszłość rysowała się w naprawdę jasnych pokój w akademiku, z dala od mojej rodziny, ale niektórzy chłopcy spali w mieszkaniach w centrum Madrytu ze swoimi rodzicami. Realowi zależało na nich tak mocno, że pokrył koszty przeprowadzki ich starych. Byli to kolesie, którzy już przykuli uwagę znanych firm i podpisali z nimi kontrakty sponsorskie. Razem z kolegami strasznie im zazdrościliśmy, gdy przeglądali katalogi, wybierając z oferty dowolny ciuch lub parę butów. Pamiętam, że jeden ze starszych chłopaków z drużyny opowiadał mi o typie, który kupił nowiuteńkie Audi, nie mając nawet prawa dzień w akademii wyglądał tak samo. Pobudka koło 8 rano i śniadanie, składające się z herbatników, gotowych kanapek, soku pomarańczowego, słodkiej bułki i owoców. Godzinę później wychodziliśmy do szkoły na lekcje trwające do 17 – z jedyną przerwą na lunch o 14. Po szkole wracaliśmy na chwilę do akademika, by zjeść ciasteczka i wypić mleczne koktajle zostawiane na naszych łóżkach przez kierownictwo. Po chwili pakowaliśmy się do autobusu, by pojechać na boisko na trwający do 22 z perspektywy czasu, dochodzę do wniosku, że nie najlepiej nas żywiono – nikt nie dbał o to, co i jak jemy i czy wystarczy to, byśmy sprostali pokładanym w nas nadziejom. Przejażdżka autobusem z akademika do ośrodka szkoleniowego trwała 45 minut i czasem cały ten czas modliłem się, żeby został mi czas na zjedzenie czegoś przy automacie z batonami lub w jadłodajni. Jednak jeśli znalazł się czas na jedzenie, stawałem przed kolejnym dylematem: zjeść coś i być zbyt ociężałym, by biegać i ryzykować puszczenie pawia w środku treningu, czy nie jeść nic i mieć nadzieję, że jakimś cudem uda mi się dotrwać do końca za catering w La Fábrica odpowiadała niewielka pobliska restauracja Giardino. Nie zliczę wieczorów spędzonych na wystawaniu z kumplami przed wejściem do akademika w oczekiwaniu na dostawcę, który przywoził nam gofry z czekoladą i hot dogi ociekające sosem barbecue. Wiedzieliśmy, że to niezdrowe, ale mieliśmy przecież po 15 tego, że w trakcie lub zaraz po treningu dopadał mnie głód, miałem wrażenie, że kiepska dieta odbijała się na moich wynikach. Niewłaściwe odżywienie organizmu czyni go bardziej podatnym na kontuzje i źle wpływa na układ odpornościowy, co wydłuża okres rekonwalescencji. Podczas pobytu w akademii, diagnozowano u mnie między innymi: naderwanie mięśni łydki, zapalenie ścięgien, skręcenie kostki i zbieranie się płynów w stawach. Któregoś razu odniosłem ponad pięć kontuzji w jednym sezonie. Wprawdzie diagnozy profesjonalistów zatrudnionych w akademii były zawsze trafne, sądzę jednak, że lekarze skupiali się wyłącznie na tym, byśmy jak najszybciej wrócili do gry – leczyli kontuzję, ale nie interesowała ich jej były bardzo wymagające. Marne podanie, nieoczekiwana zmiana pozycji lub kiepskie wykończenie akcji zawsze było powodem do otrzymania od trenerów porządnej bury. Przy wszystkich. W La Fábrica twoim rywalem nie tylko są zawodnicy z przeciwnej drużyny, ale również twoi każdym z akademików znajdowało się 15 sypialni. W każdej z nich mieszkało trzech nastolatków. Cały ten testosteron, stłumiona seksualność i nabrzmiałe ego tworzyły prawdziwie wybuchową mieszankę. Dzieciaki bywają okrutne i doskonale wiedzą, jak sobie dokopać. Nie będę ze szczegółami opisywał, co się stało, gdy odkryliśmy, że jeden z ziomków z drużyny zmoczył łóżko. Potraficie sobie to chyba kolesi mieszkających ze mną drzwi w drzwi czasem zamykało się w sypialni i zaczynało się bić. Czasem zapraszali kilku typków, żeby robili za sędziów i rozdzielali ich, jeśli zacznie robić się zbyt krwawo. Podczas mojego pobytu w akademii zdarzyło im się to parę razy, jednak wciąż pozostawali przyjaciółmi. Ja z presją radziłem sobie inaczej. Podczas podróży z akademika na boisko śpiewałem sobie motywacyjne piosenki. Wmawiałem też sobie, że jestem twardzielem – tego właśnie wtedy brat spytał mnie kiedyś, dlaczego zostałem w akademii, skoro było to dla mnie takie trudne. Prawda jest taka, że gdy opuściłem Teneryfę i zacząłem grać dla Realu, cała wyspa wspierała mnie i zazdrościła zarazem. Nie chciałem zawieść rodziny, zwłaszcza ojca, przyznając, że nie jestem w La Fábrica szczęśliwy. Jako młody chłopak nie umiałem oswajać swoich uczuć i mówić o nich głośno. Możliwość, by trenować w Realu, jawiła mi się jako wielka szansa i coś, czego powinienem chcieć. Narzekanie na to wydawało mi się oznaką wspominam to dziś, dochodzę do wniosku, że najbardziej niepokojącym aspektem życia w akademii była edukacja – a w zasadzie jej brak. Po szkole jechaliśmy na trening, z którego wracaliśmy na kolacje wcześniej niż o 22. Kilka chwil, które zostawało nam przed snem, było jedynym momentem, który mogliśmy poświęcić nauce. Po kilku godzinach aktywności fizycznej nie było to proste – zwłaszcza jeśli nikt cię do tego nie zagoni, a ty masz 15 lat. Następnego ranka znowu do szkoły, chyba że była sobota lub niedziela – wtedy graliśmy maju tego roku oglądałem półfinał Ligi Mistrzów pomiędzy Realem a Machester City. W wyjściowej jedenastce wystąpił jeden z moich dawnych kolegów ze szkoły. Od razu go poznałem: jego gesty, ruchy, nawet mimika przez te wszystkie lata nie zmieniły się ani o jotę. Ucieszyłem się, że tak utalentowany koleś osiągnął zasłużony sukces. Na boisku przecież nie widać, że dwukrotnie powtarzał tę samą większe umiejętności danego zawodnika, tym mniej wymagano od niego wszole. Chłopcy bawili się całkiem dobrze, robili to, co kochali i mieli nadzieje, że tak już zostanie. Jednym z nich był tamten koleś – pamiętam, jak siedział z tyłu klasy, kompletnie nie słuchając nauczyciela. Trochę się z nim drażniliśmy, ponieważ miał brodę. Nie wiedzieliśmy, że jako jedyny z nas ma zarost, bo był dwa lata starszy od całej lat później studiowałem w USA i zauważyłem, że tam zupełnie inaczej traktuje się studentów na stypendiach sportowych. Gdy nasze oceny zaczynały wyglądać niewesoło, nie dopuszczano nas do rozgrywek, dopóki ich nie poprawiliśmy. Takie podejście wymusza na młodych sportowcach inne podejście do nauki – w moim odczuciu znacznie do naszej bramki. Polub nasz fanpage VICE Polska i bądź na bieżącoW mojej klasie w akademii znajdowało się kilku naprawdę utalentowanych graczy jak choćby Lucas Vasquez, Alvaro Morata, Denis Cheryshev, Dani Carvajal, Jese Rodriguez, Diego Llorente czy Enrique Castano. A to nie wszyscy – być może nie są gwiazdami La Liga czy najwyższych klas rozgrywkowych, jednak wciąż zarabiają na życie, kopiąc gałę w niższych ligach. Jednak skoro niewielu uczniów staje się gwiazdami europejskich boisk, czy można akceptować, żeby wszyscy olewali naukę? Ci, którym się uda używani są jako dowód na skuteczność panujących metod treningowych, ale co z tymi zawodnikami, którzy nie mają tyle szczęścia i talentu?Rzecz jasna mogę mówić tylko za siebie. Gdy sezon się skończył, powiedziano mi, że nie jestem wystarczająco dobry, żeby zostać na kolejny rok. Poczułem ogromną ulgę. Dwa dni później spakowałem się, załadowałem rzeczy do samochodu mojego wujka i wyjechałem ze domu wszyscy powitali mnie z otwartymi ramionami – okazało się, przynajmniej część presji, jaką odczuwałem, była zupełnie nieuzasadniona. Kiedy pytano mnie, czy wciąż kibicuję Realowi, zapewniałem, że tak. Jednak powrót do drużyny w rodzinnym mieście sprawił, że zauważyłem, jak bardzo pobyt w akademii zmienił moje podejście do piłki nożnej. Prawdziwa gała – ta, którą kochałem najmocniej – to mecze z kumplami na w Realu Madryt pomógł mi załapać się na stypendium dla piłkarzy na jednym z uniwersytetów w USA. Po ukończeniu studiów pojechałem do Holandii, gdzie zająłem się prawami człowieka i uzyskałem tytuł magistra. Pod koniec miesiąca rozpocznę kurs prawniczy na University College już wspominałem, trening w Akademii Piłkarskiej Realu Madryt był najtrudniejszą rzeczą, jaka mnie kiedykolwiek spotkała. Być może dlatego, że była to trudna szkoła życia, w której nauczyłem się wielu rzeczy, które przygotowały mnie na wyzwania, jakie niosła ze sobą przyszłość. Zastanawiam się jednak, czy są to lekcje, na które gotowy jest 15-latek. Czy okres dorastania jest dobrym momentem, by uświadomić młodemu człowiekowi, że jest tylko produktem, na którym każdy stara się zarobić?
WYDARZENIE. Fundacja Rozwoju Edukacji i Sportu we współpracy z Fundacją Realu Madryt w dniach 30 lipca - 7 sierpnia zorganizuje w Krakowie campy dla dzieci i młodzieży w wieku 7-17 Obozy Fundacji Realu Madryt są organizowane po raz drugi poza Hiszpanią, więc to duża nobiltacja dla Polski. Campy łączą ze sobą trening sportowy pod okiem koordynatorów z Fundacji Realu Madryt i zajęcia z języka hiszpańskiego, które poprowadzi Instytut Cervantesa. To będzie więc nauka na najwyższym poziomie - zapewnia Krzysztof Kaźmierczak z FREiS. Campy odbędą się w Gdyni, Piszu, Tworzyjankach i Krakowie. Zajęcia piłkarskie w ramach krakowskiego campu będą odbywać się na Suchych Stawach, a zajęcia językowe i posiłki (śniadanie i obiad) w położonej tuż obok hali Com Com Zone. Młodzież podzielona będzie na trzy grupy wiekowe (7-12, 12-14 i 14-17) i będzie zaczynać dzień od wspólnego śniadania. Następnie czekają ją dwie półtoragodzinne lekcje języka i zajęcia sportowe w takim samym wymiarze czasowym oraz obiad i powrót do domu. Koszt udziału w krakowskim kampie to 1000 zł. Zainteresowani mogą zgłaszać się przez formularz na stronie Uczestniczyć w nim mogą i chłopcy, i dziewczynki. - Posyłając swoje dziecko na taki camp, rodzic zafunduje mu fajną przygodę i jednocześnie przyczyni się do tego, że niedługo ktoś inny, kogo na to nie stać, również będzie mógł uczestniczyć w czymś podobnym - informuje Artur Burak z FREiS. - Genezą zorganizowania tych kampów jest chęć zebrania funduszy na projekt "Wyciągnięta dłoń", który został zapoczątkowany przez Fundację Marcina Gortata, z której wyodrębniona została nasza fundacja. Zakłada on prowadzenie sportowych szkół integracji społecznej w całej Polsce dla dzieci, które nie uczestniczyłyby w zajęciach sportowych, gdyby nie dać im takiej darmowej możliwości. Całość pozyskanych z kampów środków zostanie przekazana na "Wyciągniętą dłoń". To jest główny powód, dla którego organizujemy płatne campy. Od października minionego roku w Łodzi działa pierwsza taka placówka. Na stałe uczęszcza do niej ok. 50 dzieci - uzupełnia Kaźmierczak. Działalność Fundacji Realu Madryt w Polsce nie jest związana z powstaniem piłkarskiej szkółki Barcelony w Barcelonie. - To my nawiązaliśmy kontakt z Fundacją Realu Madryt. Nasz plan spotkał się z aprobatą i rozpoczęliśmy działania. Placówka w Łodzi działa na tyle dobrze, że chcemy otworzyć podobne w innych miastach, między innymi w Krakowie. Zajęcia nie są skierowane na sport wyczynowy. Mają na celu aktywizację dzieci, przekonanie ich do uprawiania sportu. W trakcie treningów przemycane są też informacje z matematyki, fizyki czy chemii. Za to odpowiadają opiekunowie, którzy zostali przeszkoleni przez Fundację Realu Madryt - mówi Kaźmierczak. Maciej Kmita
szkółka realu madryt w polsce